Kłamaliśmy rano i wieczorem. Przez cztery lata nie zrobiliśmy nic. Spieprzyliśmy gospodarkę nie tylko trochę, ale bardzo - mówił Ferenc Gyurcsany w 25-minutowym nagraniu wyemitowanym w niedzielę przez węgierskie radio publiczne. Szef rządu przyznał, że faktycznie są to jego słowa zapisane 26 maja na zamkniętym posiedzeniu socjalistycznych deputowanych i że jego partia, będąc u władzy, oszukiwała społeczeństwo, by wygrać tegoroczne wybory.
Obietnice szefa rządu nie znalazły odbicia w rzeczywistości. W kwietniu zapowiadał on, że do końca tego roku deficyt budżetowy kraju zostanie ograniczony do 4,7 proc. PKB, tymczasem najnowsze prognozy mówią, że będzie on ponad dwa razy wyższy i wyniesie 10,1 proc. produktu krajowego brutto.
Premier nie ustąpi
Do dymisji podał się minister sprawiedliwości Jozsef Petretei, jednak Gyurcsany ją odrzucił. Mimo kompromitacji, premier deklaruje, że nie zrezygnuje z funkcji szefa rządu tak długo, jak długo koalicyjne partie nie zwrócą się przeciwko niemu. Partia Socjalistyczna i Związek Wolnych Demokratów udzieliły mu już pełnego poparcia.
Najwyraźniej szef rządu wciąż ma nadzieję na uzyskanie satysfakcjonującego wyniku w wyborach burmistrzów oraz do rad miast, które odbędą się 1 października. Sondaże nie dają mu jednak większych szans. Poparcie dla socjalistów spadło jeszcze przed wyemitowaniem kompromitującego nagrania. Z kwietniowego poziomu 40 proc., kiedy odbywały się wybory parlamentarne, obniżyło się o połowę.