Reklama

Inwestorzy nie chcą dymisji Gyurcsanya

Mimo kompromitacji, węgierski premier zapowiada, że nie ustąpi. Zagranicznych inwestorów cieszy taka deklaracja

Publikacja: 20.09.2006 08:54

Kłamaliśmy rano i wieczorem. Przez cztery lata nie zrobiliśmy nic. Spieprzyliśmy gospodarkę nie tylko trochę, ale bardzo - mówił Ferenc Gyurcsany w 25-minutowym nagraniu wyemitowanym w niedzielę przez węgierskie radio publiczne. Szef rządu przyznał, że faktycznie są to jego słowa zapisane 26 maja na zamkniętym posiedzeniu socjalistycznych deputowanych i że jego partia, będąc u władzy, oszukiwała społeczeństwo, by wygrać tegoroczne wybory.

Obietnice szefa rządu nie znalazły odbicia w rzeczywistości. W kwietniu zapowiadał on, że do końca tego roku deficyt budżetowy kraju zostanie ograniczony do 4,7 proc. PKB, tymczasem najnowsze prognozy mówią, że będzie on ponad dwa razy wyższy i wyniesie 10,1 proc. produktu krajowego brutto.

Premier nie ustąpi

Do dymisji podał się minister sprawiedliwości Jozsef Petretei, jednak Gyurcsany ją odrzucił. Mimo kompromitacji, premier deklaruje, że nie zrezygnuje z funkcji szefa rządu tak długo, jak długo koalicyjne partie nie zwrócą się przeciwko niemu. Partia Socjalistyczna i Związek Wolnych Demokratów udzieliły mu już pełnego poparcia.

Najwyraźniej szef rządu wciąż ma nadzieję na uzyskanie satysfakcjonującego wyniku w wyborach burmistrzów oraz do rad miast, które odbędą się 1 października. Sondaże nie dają mu jednak większych szans. Poparcie dla socjalistów spadło jeszcze przed wyemitowaniem kompromitującego nagrania. Z kwietniowego poziomu 40 proc., kiedy odbywały się wybory parlamentarne, obniżyło się o połowę.

Reklama
Reklama

Gyurcsany wzywa wszystkie partie do uznania demonstracji jako nie mających związku z kampanią wyborczą, co pozwoli na stłumienie niewygodnych dla niego zamieszek. W wypowiedziach uderza jednak w najwyższe tony i przejawia "troskę o dobro państwa". - To była jedna z najdłuższych i najciemniejszych nocy - mówi premier. - Atakowana była Węgierska Republika - dodaje.

Rynek popiera socjalistów

Analitycy nie przeceniają znaczenia ostatnich wydarzeń na Węgrzech. - To normalna reakcja obywateli w demokratycznym państwie - mówi "Parkietowi" Raffaella Tenconi, ekonomistka z londyńskiego oddziału Dresdner Kleinwort Wasserstein. Jej zdaniem, dziś nie ma alternatywy dla Gyurcsanya. Jeżeli zrezygnowałby z pełnionego stanowiska, wywołałoby to spore zamieszanie i zachwiałoby stabilnością kraju. Obecny premier jest odbierany przez inwestorów jako gwarant realizacji programu naprawczego państwa, który ma na celu zmniejszenie deficytu i wprowadzenie kraju do strefy euro.

Agencja ratingowa Standard & Poor`s obniżyła 15 czerwca wiarygodność kredytową Węgier do BBB+. - Na razie krajowi nie grozi dalsza obniżka oceny - uważa Tenconi.

Co z regionem?

- Węgry to za mały kraj, by sytuacja na tym rynku mogła się w zauważalny sposób negatywnie odbić na innych państwach Europy Środkowej - mówi "Parkietowi" Juliet Sampson, ekonomistka londyńskiego HSBC. - Dużo głębszy kryzys w Argentynie nie przełożył się specjalnie na wyniki gospodarek Ameryki Południowej - przypomina. Jej zdaniem, niewielka korekta na rynku walutowym, która była widoczna w innych krajach regionu, ma charakter krótkoterminowy. - Polska może mieć nawet nadzieję, że inwestorzy, uciekając przed podwyższonym ryzykiem, przesuną kapitał z Węgier nad Wisłę - twierdzi Sampson.

Reklama
Reklama

Komentarz

Clemens Grafe

ekonomista z oddziału UBS w Londynie

Korekta jest krótkoterminowa

Forint zareagował na wyemitowaną w radiu wypowiedź premiera

kraju oraz na zamieszki, które później wybuchły. Węgierska waluta

Reklama
Reklama

pociągnęła za sobą w dół złotego, ponieważ waluty te są skorelowane. Złoty tanieje również dlatego, że projekt budżetu może nie spełnić

oczekiwań rynku. Inaczej jest w przypadku czeskiej korony, która jest

mało podatna na wahania ze względu na dobrą sytuację ekonomiczną państwa i niskie stopy procentowe. Przecena węgierskiego pieniądza ma jednak krótkoterminowy charakter i potrwa najwyżej kilka dni.

Jeszcze przed październikowymi wyborami do władz regionalnych waluta powinna odrobić straty i wrócić do poziomu 270 forintów za euro. Złoty również się umocni. W przypadku giełd nie widać większej korelacji

między Węgrami i Polską.

Reklama
Reklama

Zoltan Torok

ekonomista z Raiffeisen Banku w Budapeszcie

Gyurcsany zostanie

Choć kraje w Europie Środkowej różnią się od siebie coraz bardziej,

to złoty, podobnie jak forint, tracił na wartości. Przecena nie jest jednak głęboka, a przyszły kurs węgierskiej waluty zależy od konsekwencji

Reklama
Reklama

rządu w realizacji reform gospodarczych. Jest mało prawdopodobne,

że Gyurcsany poda się do dymisji, a wcześniejsze wybory są wykluczone. Nierealny jest też scenariusz, zgodnie z którym mógłby powstać

mniejszościowy rząd stworzony przez opozycję. Z punktu widzenia

inwestorów, to dobre wieści. Warszawska giełda, w przeciwieństwie do budapeszteńskiej, nie powinna zareagować na sytuację polityczną na Węgrzech.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama