To nie jest duże przejęcie, ale pokazuje, że OMX konsekwentnie realizuje cel, jakim jest stworzenie jednego nordyckiego rynku finansowego - ocenili tę transakcję analitycy.
Włączenie ICEX, giełdy w Reykjaviku, w ramy grupy będzie kosztować OMX 250 mln koron islandzkich, czyli 35 mln dolarów. Transakcja zostanie sfinansowana w drodze emisji nowych papierów. Formalne porozumienie z Eignarhaldsfelagid Verdbrefathing, firmą holdingową, która jest właścicielem giełdy w stolicy Islandii, zostanie podpisane przed końcem października. ICEX powstał w 1985 r. z inicjatywy lokalnych banków, firm brokerskich oraz narodowego banku centralnego.
Reykjavik będzie siódmym parkietem w grupie OMX, obok Sztokholmu, Helsinek, Kopenhagi i trzech w państwach bałtyckich (Tallin, Ryga i Wilno). Na celowniku Skandynawów swego czasu była też giełda w Warszawie - deklarowali udział w prywatyzacji GPW.
OMX przybędą w notowaniach 22 islandzkie spółki, których kapitalizacja na koniec sierpnia wynosiła 23,8 mld euro (ok. jednej czwartej wartości firm notowanych na GPW). Razem na rynkach OMX będzie można handlować akcjami już 697 firm. - To sprawia, że jesteśmy jedną z największych giełd w Europie - podkreślił wczoraj Magnus Boecker, szef OMX.
W istocie OMX jest jednym z europejskich rynków średniej wielkości. Pozostaje w tyle za trzema gigantami: London Stock Exchange, Deutsche Boerse i Euronextem. W obliczu ofensywy amerykańskich giełd NYSE i Nasdaq na Starym Kontynencie, podobnie jak inne "średniaki" - włoska Borsa Italiana czy hiszpańskie Bolsas y Mecados Espanoles - OMX stara się określić swoje miejsce na giełdowej mapie. Niedawno pojawiły się pogłoski, że może trafić w ręce Nasdaqa. - Zawsze jesteśmy otwarci na różne możliwości - stwierdził wczoraj Boecker.