Cena złota na porannym fixingu wzrosła wczoraj o 25 centów. Zdrożał też nieco ten kruszec w czasie notowań na azjatyckich giełdach. Uczestnicy rynku, zwłaszcza jubilerzy, doszli bowiem do wniosku, że przyszedł czas na zwiększone zakupy i już nie ma co liczyć na głębsze obniżki cen. Złoto staniało o 20 proc. od 26-letniego maksimum z połowy maja. Zniżkowo na cenę złota wpływa uspokojenie na rynku ropy naftowej, której cena utrzymywała się wczoraj na poziomie najniższym od pół roku. Tańsza ropa oddala groźbę nadmiernej inflacji, a to zmniejsza atrakcyjność złota jako inwestycji alternatywnej
w stosunku do innych aktywów.
Na otwarciu nowojorskiej sesji cena złota jednak spadła, aczkolwiek nieznacznie, bo o 0,2 proc. Przesądziły o tym obawy, że w najbliższych dniach na rynku może się jeszcze pojawić 150 ton złota z rezerw banków centralnych. Europejskie banki uzgodniły, że rocznie mogą sprzedawać łącznie 500 ton. Tymczasem World Gold Council poinformowała, że do 19 września skierowały one na rynek 350 ton. Termin, do którego banki mogą upłynniać swoje rezerwy, wygasa 26 września. Nie można zatem wykluczyć, że do wtorku sporo złota z ich skarbców może trafić na rynek.
Analitycy byli jednak zgodni co do tego, że po upływie tego terminu cena złota znowu może wzrosnąć i przekroczyć 600 USD za uncję. Na popołudniowym fixingu w Londynie cena złota spadła do 578,75 USD za uncję z 580,50 USD rano. Przed tygodniem za uncję płacono 684,40 USD.