Reklama

Forint, złoty, dwa bratanki

Węgierski kryzys dowodzi, że za populizm w polityce gospodarczej prędzej czy później się płaci

Publikacja: 22.09.2006 08:51

Włączam telewizor i oczom własnym nie wierzę: na spokojnych dotąd Węgrzech - które jako pierwszy kraj postkomunistyczny wybrały na ponowną kadencję rząd władający przez poprzednie cztery lata - tysiące ludzi wyszło na ulice Budapesztu. Płoną samochody, rozwścieczeni manifestanci szturmują budynki telewizji, domagając się dymisji premiera.

A wszystko to dlatego, że premier naszego bratanka powiedział kilka słów prawdy - o tym, że węgierscy politycy od lat okłamują swój naród w sprawie stanu gospodarki i finansów państwa.

Z tego, co dzieje się dziś na Węgrzech, płynie kilka ważnych wniosków również dla nas. Dobrze byłoby, aby kłócący się właśnie o budżet politycy znaleźli chwilkę, aby się nad nimi zastanowić.

Po pierwsze, węgierski kryzys dowodzi, że za populizm w polityce gospodarczej prędzej czy później się płaci. Zarówno rządzący socjaliści, jak opozycyjny Fidesz prześcigali się w przedwyborczych obietnicach. Miały zostać obniżone podatki, wzrastać wydatki, budżet węgierski miał się cudownie rozmnożyć, a od społeczeństwa nikt nie miał wymagać żadnych wyrzeczeń.

Wszystko przeszło gładko - socjaliści, którzy w tych kłamstwach okazali się nieco skuteczniejsi od prawicy, wygrali wybory. Tyle że po kilku miesiącach ich wyborcy wyszli na ulicę. I nie usunie ich z niej nawet najskuteczniejsza socjotechnika.

Reklama
Reklama

Po drugie, węgierscy politycy wmawiali ludziom - i być może sami w to wierzyli - że wzrost gospodarczy jest receptą na wszystkie problemy. Nie trzeba oszczędzać, nie trzeba zmniejszać deficytu i zadłużenia. Wystarczy poczekać na magiczny wzrost, a problemy rozwiążą się same.

I, o dziwo, wzrost rzeczywiście nadszedł. Od 7 lat Węgry odnotowują bardzo przyzwoite wyniki gospodarcze (do niedawna jeszcze lepsze od Polski), forint jest mocny, w kasie państwowej przybywało pieniędzy. Ale politycy byli w stanie zwiększać wydatki jeszcze szybciej, niż przybywało dochodów. Z roku na rok rósł deficyt, spychając kraj w kierunku budżetowej katastrofy. I w końcu doszło do kryzysu: przed Węgrami są teraz ciężkie lata recesji, za którą powinni podziękować jedynie swoim populistycznie nastawionym politykom.

No i po trzecie, być może najważniejsze. Kłamstwo ma krótkie nogi i - wbrew pozorom - nie opłaca się w polityce.

Premier Gyurcsany przebił jednak przeciwnika w przedwyborczych kłamstwach i obietnicach i pozornie odniósł wielki sukces. Ale sukces ten trwał jedynie kilka miesięcy, a w ślad za nim przyszła gospodarcza, polityczna i medialna katastrofa.

Mamy powody niepokoić się tym, co się dzieje na Węgrzech. Forint i złoty są ze sobą dość ściśle związane, a wielu światowych inwestorów wyrabia sobie zdanie na temat tego, co dzieje się w całej Europie Środkowo-

-Wschodniej na podstawie tego, co dzieje się w którymkolwiek z krajów regionu - choćby na Węgrzech. Polska i węgierska gospodarka również mają, co oczywiste, wiele wspólnego - obu zależy na przyciągnięciu z zagranicy kapitału, obu zależy na jak najlepszym skorzystaniu z uczestnictwa w Unii Europejskiej.

Reklama
Reklama

Ale, co najważniejsze, w polityce obu krajów w ostatnich latach znacznie wzrosły tendencje populistyczne. W obu też odłożono na półkę "liberalne" recepty budżetowe - a w szczególności apel o rozsądek w wydatkach publicznych i mniejszą skalę zadłużania się państwa. Węgry właśnie zaczęły za to płacić swoją cenę.

Oby za 2-3 lata podobnej ceny nie musiała również zapłacić Polska.

doradca ekonomiczny

PricewaterhouseCoopers

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama