Trybunał Konstytucyjny ograniczył nieco śledcze zapędy amatorów badania "przekrętów" w naszym systemie bankowym w ostatnich kilkunastu latach. W piątkowym orzeczeniu TK uznał, że zakres działań tzw. bankowej komisji śledczej był zbyt szeroki. "Konkretna sprawa", jakiej powinno dotyczyć śledztwo sejmowej komisji, nie ciągnęła się przecież przez długie 17 lat. Trybunał obronił też Leszka Balcerowicza (i jego następców) przed próbami stawiania przed komisjami śledczymi. W jaki sposób? Według TK, Sejm nie może w żaden sposób - również poprzez wzywanie przed komisję - nadzorować funkcjonowania banku centralnego. Wreszcie - zastrzeżenia Trybunału wzbudziło to, że sejmowa uchwała w sprawie powołania komisji śledczej pozwalała na badanie działania komercyjnych instytucji - banków.

W orzeczeniu Trybunału można dopatrywać się szczególnej ironii. Sędziowie zgodzili się bowiem nie tylko z wnioskiem posłów PO o uznanie, że zakres działania komisji jest niezgodny z konstytucją. Przyznali również rację obrońcom uchwały w sprawie powołania komisji - posłom PiS i przedstawicielowi prokuratora generalnego (jest nim minister sprawiedliwości, również z PiS), którzy dowodzili, że TK w ogóle nie powinien zajmować się uchwałami w sprawie powołania konkretnej komisji, bo nie należy to do jego kompetencji.

Taki "sukces" posłów PiS oczywiście nie zadowolił. Znieśli go jednak dość spokojnie. Czy dlatego, że mieli dość bólu głowy w związku z zamieszaniem w rządzie i groźbą przedterminowych wyborów?