- Przy tej prywatyzacji nie istniały granice polityczne - stwierdził Janusz Dobrosz, poseł LPR, szef komisji śledczej, badającej sprzedaż PZU holenderskiemu Eureko. Podczas wczorajszej debaty sejmowej wszystkie partie pozytywnie oceniły prace komisji. Jedna z tez komisji śledczej mówi, że umowa sprzedaży PZU konsorcjum Eureko i BIG Banku Gdańskiego jest z mocy prawa nieważna. Przed Trybunałem Stanu powinni byli odpowiadać ministrowie skarbu - Emil Wąsacz i Aldona Kamela-Sowińska. Dobrosz zwrócił siź do Wojciecha Jasińskiego, ministra skarbu, z prośbą o rozpoczźcie prac, prowadzących do unieważnienienia umowy prywatyzacyjnej.
Jasiński stwierdził, że decyzja musi być podjźta na podstawie oceny szans i zagrożeń. - Trzeba przeanalizować, czy to siź opłaci - oświadczył. Jak dodał, pod uwagź musi być brany interes Skarbu Państwa. A działać należy tak, by SP uniknął możliwych szkód. Nie wyjaśnił, o jakie szkody chodzi. Być może o to, że w razie unieważnienia umowy SP musiałby wypłacić Eureko pieniądze, które otrzymał za sprzedaż akcji. Możliwe też, że ministrowi chodziło o wizerunek Polski za granicą.
- Prywatyzacja PZU to nie błąd, bo błźdy popełnia siź nieświadomie - powiedział Jasiński. - Tej sprzedaży towarzyszyła przede wszystkim zła wola - dodał. Jasiński odniósł siź też do zarzutu wobec Eureko, że firma nie przekazała PZU odpowiedniego know-how, do czego zobowiązywała umowa prywatyzacyjna. - Jak mogli przekazywać wiedzź, skoro nie są ubezpieczycielem? - pytał Jasiński
- Zarzuty pod adresem naszej firmy wciąż siź powtarzają - powiedział Michał Nastula, prezes Eureko Polska. - Czasem mam wrażenie, że posłowie używają danych, których nie rozumieją - dodał. Jak zaznaczył, wypowiedę Wojciecha Jasińskiego na temat know-how była zaskakująca. - Ten sam minister w czerwcu br., w odpowiedzi na interpelacjź jednego z posłów, oświadczył, że wiedza była przekazywana PZU, m.in. poprzez wizyty pracowników PZU w spółkach związanych z holenderskim holdingiem.