Po dość znaczącym spadku z poprzedniego tygodnia cena miedzi w minionym częściowo odrobiła straty. Przesądziły o tym obawy, że dostawy nie zdołają zaspokoić popytu ze względu na zakłócenia w pracy kopalni i kurczące się zapasy tego metalu. Jego rezerwy w składach monitorowanych przez Londyńską Giełdę Metali spadły w piątek o 1,7 proc., do 121 275 ton. To mniej niż trzydniowe globalne zapotrzebowanie na miedź. Od początku września zapasy te zmalały o 3,3 proc. Sześciu z 13 analityków, traderów i inwestorów ankietowanych przez agencję Bloomberga spodziewa się wzrostu cen miedzi w przyszłym tygodniu. Czterech prognozuje ich spadek, a trzech nie oczekuje większych zmian. Od lipca cena w Londynie utrzymuje się w przedziale 7035-8080 USD za tonę. Tegoroczny globalny popyt ma przewyższyć podaż o 52 tys. ton - według najnowszego raportu Goldman Sachs Group. Jest to bez porównania mniej niż ubiegłoroczny niedobór w wysokości 360 tys. ton. Mimo to amerykański bank inwestycyjny podniósł średnią cenę miedzi prognozowaną na 2006 r. o 18 proc., do 6617 USD za tonę. Za minione półrocze wynosi ona 7261 USD, ale w marcu cena ta nieznacznie przekraczała 5 tys. USD. Nie bez znaczenia dla cen miedzi i innych surowców jest też słabnięcie amerykańskiej waluty, bo ich ceny denominowane są właśnie w dolarach. Pod koniec piątkowych notowań na LME kontrakty terminowe z dostawą za trzy miesiące kosztowały 7570 USD za tonę, o 10 USD więcej niż na zamknięciu dzień wcześniej. Na koniec poprzedniego tygodnia kontrakty te kosztowały w Londynie 7270 USD.