W ciągu dwóch lat, od kiedy to "Parkiet" dał mi szansę pisania o karierze i zarządzaniu własnym kapitałem, nazbierało się prawie sto felietonów. Leżą w poczekalni mojego biura, a kandydaci i klienci często proszą o kopie tych artykułów. Nawet ostatnio P., kandydat, który stał się moim klientem i przyjacielem, powiedział mi, żeby zrobić z nich podręcznik dla ambitnych menedżerów.
Porada trafiła mi do serca. Może jestem próżny, ale od początku mojego życia zawodowego bardzo zależy mi, żeby zrobić coś dobrego, aby ludzie potrafili się odnaleźć w dżungli rynku pracy.
Zabrałem się do pracy, odczytując na nowo wszystkie felietony. Kiedy skończyłem, wyraźnie mnie mdliło. Entuzjazm, jaki przeżywam po napisaniu każdego udanego felietonu, zamienił się w rozgoryczenie. Jakim prawem mądrzę się, udzielając porad osobom, których przebieg kariery jest tak daleki od mojego?
Mimo mojej ostrożności polegającej na unikaniu zdań rozkazujących, mocno się zastanawiam, jaki pożytek mogą wynieść z moich felietonów czytelnicy. I dochodzę do odkrycia mojej najważniejszej porady: "Nie słuchaj rad, poradź sobie sam". Ten, kto pełen wiary będzie trzymał się tej porady, znajdzie właściwą drogę zawodową.
Po co czytać moje felietony? Po to, aby usłyszeć wewnętrzny głos, który nieustannie odzywa się po odczytaniu porady. Słuchaj tego głosu. Słuchaj nie porad, ale ich echa w głębi siebie, a sam będziesz mógł znaleźć własne rozwiązania, jedynie właściwe.