Polski nie stać na czekanie, bierność i niezdecydowanie - to fragment porozumienia programowego SLD, Unii Pracy i PSL z października 2001 r. W marcu 2003 r. słowa te przestały jednak obowiązywać - po tym, jak ludowcy opuścili rząd. Przypomnijmy przyczyny "merytoryczne": PSL nie chciał się zgodzić na nowy podatek drogowy, Sojusz odmawiał preferencji rządowych dla producentów biopaliw. Wtedy polski parlamentaryzm docenił znaczenie "dietetyków" - mało aktywnych posłów niezrzeszonych, którzy decydowali o losie głosowań.
Bezpośrednim efektem nieporozumienia SLD-PSL była klapa programu budowy autostrad. Do tej pory władze nie wypracowały nowej koncepcji, jak w tej dziedzinie dogonić Europę. Widocznie stać nas na niezdecydowanie.
Teraz liczące 25 posłów PSL znowu jest w świetle jupiterów, podobnie jak sejmowy "plankton". Tym razem to rezultat rozwodu PiS i Samoobrony. A jeszcze w lutym 2006 r. obie partie deklarowały, że chcą zapewnić Polsce "stabilność polityczną". Niemal ten sam termin wyborów samorządowych i parlamentarnych może spowodować , że nie będziemy przygotowani do wykorzystania pieniędzy unijnych, m.in. na drogi.
Na razie Waldemar Pawlak ma już czwartą chyba szansę na naprawę Polski. W 1992 r. nie udało mu się powołać chadecko-ludowej koalicji, w 1995 r. jego rząd upadł po aferze Interarms. Szef ludowców i prezes związku Ochotniczych Straży Pożarnych RP zapewnia jednak, że wiele się od tamtego czasu nauczył. Zobaczymy. Przy PSL-owskich powrotach cierpliwość może stracić każdy.