Według corocznego podsumowania Merrill Lynch i Capgemini, w ubiegłym roku było na świecie blisko dziewięć milionów osób, które dysponowały płynnymi aktywami przekraczającymi milion dolarów. W skali całego globu takie osoby miały grubo ponad 30 bilionów dolarów. Ich majątek był o 8,5 proc. większy niż rok wcześniej.

Jak jest w Polsce? Tego tak naprawdę nie wiemy. Liczba zamożnych Polaków jest oczywiście do oszacowania. Minimalny poziom aktywów do dyspozycji przyjmowany do takich szacunków jest oczywiście niższy. Według ING Banku Śląskiego, w Polsce jest ok. 300 tys. osób, które mają do zainwestowania minimum 200 tys. zł. Takich, którzy posiadają 100 tys., jest już pół miliona.

I duża część zapewne nie wie, co z tymi pieniędzmi zrobić. Skąd to wiadomo? Ostatnio byliśmy świadkami prawdziwego wysypu raportów i opracowań o wiedzy finansowej Polaków. Ze wszystkich wypływa jeden wniosek: poziom świadomości jest dość nikły.

Z punktu widzenia instytucji finansowych, brak wiedzy potencjalnych klientów nie musi być bardzo niekorzystny. Polacy potrzebują po prostu pomocy ze strony banku. Jeśli doradca stanie na wysokości zadania, a jednocześnie będzie w stanie zaoferować stosunkowo proste i zrozumiałe produkty inwestycyjne, może liczyć na to, że uda mu się przekonać do nich klientów. W tym kontekście nie dziwi, że instytucji, które są gotowe doradzać posiadaczom grubszej gotówki, pojawia się na naszym rynku coraz więcej. A te, które jeszcze niedawno po prostu przyjmowały w kasie kolejne lokaty, kładą coraz większy nacisk na doradztwo.

Nasz dodatek poświęcony private bankingowi nie stawia sobie celu, by doradzać, jak stać się bogatszym. Zwracamy tylko uwagę, że nie brakuje ciekawych instrumentów, które pozwalają pomnożyć aktywa. Przy tym nie zawsze jest tak, że im większe potencjalne zyski, tym wyższe ryzyko. W private bankingu wysokie dochody można osiągnąć nawet dzięki bezpiecznym inwestycjom.