Wyobraźmy sobie, że rząd funkcjonuje bez premiera. Spokojnie - nie zamierzam dolewać oliwy do ognia; nie chodzi mi o tego, czy innego premiera konkretnie, ale o premiera w ogóle.

Byłaby to sytuacja dziwaczna i niebezpieczna. Tymczasem na rynku kapitałowym mamy do czynienia właśnie z czymś takim. Na stronie "Finanse" odliczamy, który to już dzień Komisja Nadzoru Finansowego działa bez przewodniczącego. Dziś bije jedenasty dzień. To liczba przynajmniej o jedenaście za duża. Przynajmniej, bo kandydat powinien być znany wcześniej, zanim powstała KNF, żeby wszyscy mieli czas mu się przyjrzeć.

Komisja bez szefa jest niepełnosprawna: nie może podejmować wielu decyzji. Uczestnicy rynku zewsząd donoszą, że nadzór już nie funkcjonuje prawidłowo, że panują paraliż decyzyjny, bałagan i niepewność. Strach pomyśleć, co by było, gdyby - o czym przestrzegaliśmy - na rynku działy się rzeczy, w przypadku których szybkie, stanowcze decyzje stanowią o bezpieczeństwie naszych pieniędzy. A może się dzieją, tylko jeszcze o tym nie wiemy?

Jeśli premier nie ma dobrych kandydatów na to stanowisko, niech zapyta, podpowiemy mu. Jeśli ma, dlaczego zwleka? To prawda, że premier ma na głowie inne rzeczy, ba - problemy. Być może jednak gdyby najpierw zajął się obsadą KNF, a dopiero potem ministerstwa rolnictwa, miałby teraz trochę mniej zmartwień.

Napisałem, że Komisja jedenasty dzień działa bez przewodniczącego. Jeden z kolegów zwrócił mi uwagę, że powinienem napisać: Komisja jedenasty dzień nie działa bez przewodniczącego. Coś w tym jest.