Po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości Andrzejowi Podsiadle wróżono rychłe pożegnanie ze stanowiskiem. Oficjalne potwierdzenie, że faktycznie odejdzie, otrzymaliśmy w czerwcu. Wtedy Podsiadło zapowiedział, że ustąpi ze stanowiska, ale dopiero z końcem października - co wskazywało, że prezes ma świadomość konieczności rezygnacji, ale cała sprawa odbędzie się w pokojowej atmosferze.
Cierpliwość się wyczerpała
Ale najwyraęniej w piątek cierpliwość prezesa się wyczerpała. Na posiedzeniu rady nadzorczej oświadczył, że odchodzi nie pod koniec października, a miesiąc wcześniej. Dlaczego? Według nieoficjalnych informacji, Podsiadło nie chciał się zgodzić na kolejne zmiany w zarządzie banku (zgodnie ze statutem banku, to prezes proponuje kandydatów do zarządu, choć nieoficjalnie wiadomo, że dzieje się tak tylko z formalnego punktu widzenia). Chodziło o kandydatury Jarosława Myjaka i Wojciecha Kwiatkowskiego.
Rada nadzorcza rezygnację prezesa przyjęła. I musiała szybko znaleźć kogoś na jego miejsce. Co prawda wybór nowego szefa banku miał być głównym tematem piątkowego posiedzenia rady (odchodzący prezes zapowiadał przed kilkoma tygodniami, że nazwisko jego następcy powinno być znane do końca września), nieoficjalnie wiadomo było jednak, że mianowania raczej nie należy się jeszcze spodziewać. Jakie wyjście znalazła rada? Wyznaczyła pełniącego obowiązki prezesa. Został nim Sławomir Skrzypek, wiceprezes odpowiedzialny za obsługę przedsiębiorstw.
Nowi w zarządzie