Reklama

Nowe elektrownie potrzebne od zaraz

Program pomocy dla polskich producentów prądu nie spełnił swojej funkcji. Mamy za mało elektrowni, a nowe bloki powstają za wolno

Publikacja: 02.10.2006 10:10

Polski sektor wytwarzania energii jest w opłakanym stanie. Około 60 proc. bloków energetycznych ma ponad 30 lat. Prawie jedna czwarta naszych mocy powinna zostać w ogóle wyłączona albo gruntownie wyremontowana. W połowie lat 90. kilkunastu wytwórców, wytwarzających większość krajowej energii, podpisało kontrakty długoterminowe na sprzedaż energii z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi. Miały one umożliwić elektrowniom zaciąganie kredytów na nowe inwestycje. Jednak nowe bloki wytwórcze powstają z ogromnym trudem. Dlaczego?

- Kontrakty długoterminowe wystarczyły w zasadzie tylko na spłacenie wcześniejszego zadłużenia. Poza tym bardzo mocno obciążyły majątek elektrowni zobowiązaniami wobec PSE. Dlatego bardzo ograniczyły możliwość podejmowania nowych inwestycji - uważa Andrzej Głowacki, prezes firmy doradczej DGA. Innego zdania jest prof. Władysław Mielczarski, członek Europejskiego Instytutu Energii. - Można powiedzieć, że to dzięki kontraktom długoterminowym polska energetyka w ogóle działa. Przy ich pomocy odbudowano 80 proc. największych polskich bloków wytwórczych: w Opolu, Turowie, Łaziskach, częściowo w Sierszy i Kozienicach oraz pół Połańca - stwierdza.

Za wolno, wciąż za wolno

Teraz w Polsce trwają prace nad powstaniem trzech nowych bloków energetycznych: w Pątnowie, Bełchatowie i Łagiszy. Ich łączna moc wyniesie 1,75 GW. Tymczasem 8 GW mocy wytwórczej przekroczyło już swój wiek projektowy. Oznacza to, że powinny być wyłączone. Na to nie możemy sobie pozwolić, bo zapotrzebowanie na energię w Polsce wzrasta w tempie 2,5-3 proc. rocznie. Dlaczego zatem, chociaż mamy KDT-y, nie powstają nowe elektrownie? - Pojedyncze zakłady mają problemy z domknięciem finansowania bloków wytwórczych. Bełchatów, będący największym producentem energii w Europie, prowadził negocjacje w tej sprawie prawie trzy lata - wyjaśnia W. Mielczarski.

Nie można winić zarządów

Reklama
Reklama

Zdaniem ekspertów ds. branży energetycznej, obecny stan naszych elektrowni wynika z działania państwa, które zarządza sektorem bez żadnego planu. 80 proc. mocy wytwórczych pozostaje w rękach Skarbu Państwa. KDT-y, chociaż pomogły zmodernizować część elektrowni, wprowadziły nierynkowy mechanizm ustalania ceny. Zakłady nie mają impulsu do konkurowania między sobą i podejmowania nowych inwestycji, bo zawsze dostaną tyle, ile im potrzeba.

Program może pomóc

- Problemy te może zakończyć utworzenie nowych firm, przewidziane w programie dla elektroenergetyki. Największy koncern, Polska Grupa Energetyczna, początkowo będzie mieć kapitalizację sięgającą 33 mld zł. Pozwoli jej to na inwestycje rzędu 4 mld rocznie. Po 2-3 latach wartość koncernu może wzrosnąć ponaddwukrotnie, co umożliwi inwestowanie co roku 8 mld zł - uważa W. Mielczarski. Jednak zdaniem analityków, wszystko dzieje się zbyt wolno. Decyzje o budowie nowych bloków powinny być podejmowane już teraz. A PGE, która ma być największym w Polsce producentem energii, na razie jeszcze nie istnieje. Przedstawiciele sektora bankowego dodają do tego jeszcze jedną przyczynę. Ceny prądu w Polsce są tak niskie, że nie gwarantują zwrotu z inwestycji.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama