Gdy w maju ubiegłego roku za przeciętną płacę w sektorze przedsiębiorstw w stolicy można było kupić 0,755 m2 warszawskiego mieszkania, tak już w czerwcu tego roku wystarczyło ono na 0,615 m2 - podaje Reas Konsulting, firma doradcza związana z rynkiem nieruchomości. Nic więc dziwnego, że Polacy zmuszeni są brać coraz wyższe kredyty. Jak wynika z danych Związku Banków Polskich, średnia pożyczka po 7 miesiącach miała wartość 129 tys. zł - czyli o jedną piątą więcej niż w całym 2005 r. Gdy porówna się lipiec br. do lipca ub. r., zmiana sięga 27 proc. Tak gwałtownego skoku średniej wysokości kredytu jeszcze nie mieliśmy. W 2004 r. w porównaniu z 2003 r. (81,5 tys. zł) wzrost wyniósł 14 proc., a w 2005 r. wobec 2004 r. (92,9 tys. zł) 15,7 proc. Warto dodać, że przeciętna płaca w sektorze przedsiębiorstw podwyższyła się w tym okresie tylko o 5 proc.
Razem z deweloperami
korzystają banki
Skłonność do zadłużania się na coraz większe kwoty w dużym stopniu tłumaczy wysoki wzrost dynamiki akcji kredytowej w tym roku. Od stycznia do lipca wartość kredytów udzielonych przez banki podwyższyła się o 63 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ub. r. Natomiast liczba zawieranych umów podniosła się tylko o jedną czwartą (do 23,25 tys. miesięcznie).
Rośnie więc obciążenie przeciętnego kredytobiorcy. Dla średniego kredytu w lipcu 2005 r. - 108,7 tys. zł, oprocentowanego na 6 proc. i rozłożonego na 20 lat miesięczna rata równa wynosi 779 zł. By spłacić na tych samych warunkach średni kredyt z lipca tego roku - 137,9 tys. zł - zadłużony potrzebuje już 988 zł.