Tradycją ostatnich tygodni staje się niemal zerowa aktywność największych inwestorów na poniedziałkowych sesjach. Trudno się temu dziwić, gdy z tygodnia na tydzień, w ramach konsolidacji trwającej już dwa miesiące, z reguły zarówno czekamy na jakieś ważne wydarzenie w najbliższym tygodniu, jak i za każdym razem jesteśmy po kolejnym tygodniu marazmu, nie dającego inwestorom żadnego wyraźniejszego impulsu. Nie inaczej było wczoraj.
Większość obrotów generowały transakcje bardzo małej wartości oraz fundusze wykorzystujące arbitraż. Ta ostatnia grupa przesądziła o wyniku sesji, którego w żaden sposób nie należy
interpretować.
Zachowanie kursów przez cały dzień w żaden sposób nie było bowiem związane z tzw. kondycją rynku, ale wynikało z rozmiarów bazy uruchamiającej koszyki zleceń. O kierunku tych zleceń przesądziły rynki regionu, które dwukrotnie zwiększając pesymizm na kontraktach doprowadziły do ich zejścia pod poziom WIG20 i uruchomienia koszyków zleceń sprzedaży. Najpierw była to reakcja na wyniki węgierskich wyborów samorządowych (czytaj - przedłużenie politycznej niepewności), a potem przełamanie porannych dołków na węgierskim BUX (zapowiedź wystąpienia premiera
Węgier o wotum zaufania osłabiła forinta). O tych wahaniach nikt na następnych sesjach nie będzie pamiętać, szczególnie gdyby na rynku pokazał się w końcu jakiś poważniejszy kapitał. Tylko co może go teraz zachęcić lub przestraszyć, skoro polityczne rozstrzygnięcia w Polsce odłożone zostały przynajmniej do następnego tygodnia?