Reklama

Teczkolandia, Służbolandia, grzech zaniechania i skok w dal

Gospodarka od dawna postrzegana jest jako pole rywalizacji ciemnych sił

Publikacja: 04.10.2006 09:30

Wielu dziennikarzy pamięta, być może, dawniejszą konferencję prasową zarządu jednej z największych polskich firm, podczas której pewien kolega zapytał: - Panie prezesie, panie majorze, czy jest pan w stanie spoczynku, czy na służbie? Odpowiedzi, rzecz jasna, nie dostał. Pytanie przypomniało mi się w związku z likwidacją WSI, o której teraz bardzo głośno.

Przy okazji szersza refleksja. Na przełomie lat 80. i 90. mieliśmy u siebie republikę bananową, nie tylko dlatego, że banany - wcześniej towar równie deficytowy jak kakao czy pomarańcze - dopłynęły wreszcie do portów (rychłe przybicie do nabrzeża statków z towarem miało być, jak systematycznie donosił Dziennik Telewizyjny, remedium na niektóre braki w zaopatrzeniu) i zalały nasze sklepy. Także ze względu na generała u steru i zakulisowe mechanizmy sprawowania władzy. Później od przekształcenia w Bantustan, gdzie każdy zna swoje miejsce, obroniły nas jedynie w pełni demokratyczne wybory, które żadnej z grup wpływów nie pozwalały przez dłuższy czas utrzymać się na górze. Jeszcze później nadszedł czas powszechnej prywatyzacji dla wybranych, poufnych spotkań biznesowych w Pałacu i ustaw za łapówki. Tym samym dryfowaliśmy szlakiem dobrze przetartym przez republiki postradzieckie, oczywiście z Londynem jako miejscem odpoczynku dla wyczerpanych walką oligarchów.

Czy zauważyli Państwo, że na każdym etapie tej ewolucji dużo do powiedzenia, z natury rzeczy, musiały mieć tajna policja i specjalne służby?

Nic więc dziwnego, że kolejnym, jednakże bardzo spóźnionym, etapem rozwoju musiała być Teczkolandia czy szerzej - Służbolandia, gdzie albo rzeczywiście służby mają nadspodziewanie wiele do powiedzenia, albo - jeśli nawet w jakiejś sprawie nie mają, to i tak przypisuje im się moc sprawczą.

Paradoksalnie oznacza to jednak - i to jest dobra wiadomość - że zbliżamy się do strefy cywilizacji zachodniej, przynajmniej jeśli za punkt odniesienia wziąć NRD (bo przecież nie całe Niemcy) czy Czechy. Oba wspomniane państwa też musiały sobie poradzić z problemem dekomunizacji, lustracji i "odsłużbienia". I poradziły sobie, a nawet już o nim zapominają. My, przeciwnie - prawie całą drogę mamy przed sobą, na dodatek - jak to u nas - wyboistą i błotnistą. Ale wreszcie na nią wkroczyliśmy.

Reklama
Reklama

Dziś nikt by pewnie nie pamiętał i u nas, co to są teczki, ani też, co się w nich znajduje, gdyby je na czas otwarto. Specjalne służby, obojętnie cywilne czy wojskowe, byłyby zaś - jak na cywilizowany kraj przystało - jedynie narzędziem państwa, medialnie zaś - zbiorowym bohaterem powieści spod znaku płaszcza i szpady, a nie artykułów w najbardziej opiniotwórczych gazetach.

Grzech zaniechania zrobił jednak swoje. Teraz na szczęście wszyscy już wiedzą, że trzeba nadrobić zaległości. Szkoda tylko, że wciąż nie jest jasne za bardzo, kiedy i jak. Likwidacja WSI wszystkich problemów przecież nie rozwiązuje.

Przy okazji, proszę zwrócić uwagę - dziwnym trafem problem teczek i służb dotyka ostatnio różnych grup i środowisk, ale na razie właściwie omijał gospodarkę. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że gospodarka od dawna i dość powszechnie postrzegana jest jako główne pole rywalizacji różnych ciemnych sił, a "służbowe" pochodzenie - domniemane lub rzeczywiste - wielu menedżerów i biznesmenów było/jest tajemnicą poliszynela. Podobnie zresztą jak wielu gospodarczych, pewnie i giełdowych, przedsięwzięć czy operacji.

Tak więc "gospodarcze" teczki czekają na odkrywców. Podobnie pewnie jak "służbowe" korzenie niepoślednich uczestników życia biznesowego w ostatnich kilkunastu latach.

Zważmy, jakie skutki - poza wspomnianą już "wykoślawioną" ewolucją państwa - ma grzech zaniechania: zamiast debatować o przyszłości kraju, nowoczesnym i szczęśliwym społeczeństwie, teraz nurzamy się w sprawach sprzed 20, 30, a nawet więcej lat. Byłoby fatalnie, gdybyśmy w rozpoczynającej się erze innowacji, nowych technologii i szybkiego rozwoju (który z natury rzeczy jest ucieczką do przodu), utknęli na dobre w Teczkolandii czy Służbolandii. Ale nie miejmy złudzeń: historia będzie ważniejsza niż przyszłość dopóty, dopóki nie zostanie opowiedziana do końca. Inaczej będzie stale jak kula u nogi, z którą trudno o skok do przodu. Do normalności - także w gospodarce.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama