Jeśli destabilizacja polityczna będzie się utrzymywać i uniemożliwi reformy finansów publicznych, to w ciągu trzech kolejnych lat polski dług publiczny może sięgnąć konstytucyjnego progu 60 proc. PKB - ostrzegła wicepremier Zyta Gilowska w rozmowie z Radiem PiN. Wypowiedź szefowej resortu finansów może dziwić. W przyjętej niedawno "Strategii zarządzania długiem w latach 2007-2009" rząd prognozował, że dług publiczny w 2009 r. sięgnie 51 proc. PKB. Skąd więc alarmujący wniosek wicepremier?
- W okresie kampanii wyborczej, a więc od maja 2003 r. do końca 2006 r., dług publiczny wzrósł o 90 mld zł. Gdybyśmy w tej kampanii przebywali jeszcze trzy lata, to będziemy musieli zderzyć się z limitem konstytucyjnym - tłumaczyła Z. Gilowska. Gdyby poziom zadłużenia przekroczył 60 proc. PKB, rząd musiałby przedstawić zrównoważony budżet, bez żadnego deficytu. Ministerstwo Finansów nie mogłoby też udzielać żadnych gwarancji i poręczeń. Oznaczałoby to paraliż wielu inwestycji. Ekonomiści przyznają jednak, że przekroczenie tego limitu jest możliwe tylko wtedy, gdy w krótkim czasie dramatycznie wzrosną wydatki.
Z. Gilowska potwierdziła, że będzie kontynuować reformę finansów, polegającą na likwidacji gospodarstw pomocniczych i zakładów budżetowych. Jej zdaniem, taka zmiana będzie możliwa w 2008 r. i przyniesie w dłuższym czasie 8-10 mld zł oszczędności.
W przyszłym tygodniu rząd ma w końcu przyjąć nowelizację ustawy o finansach publicznych. Projekt, który zakłada m.in. włączenie funduszy unijnych do budżetu, musi być jeszcze skorygowany przez prawników. Według Z. Gilowskiej, proponowane w nim zmiany "nie uchronią Polski od pułapki zadłużenia"
Trzy progi