Dziś ma się odbyć rozprawa upadłościowa WGI Consulting - spółki, za pośrednictwem której inwestowane były pieniądze klientów upadłego WGI Domu Maklerskiego. Także dziś część poszkodowanych inwestorów zamierza zademonstrować swoją determinację w walce o odzyskanie środków powierzonych brokerowi oraz o wypłaty rekompensat z "maklerskiego funduszu gwarancyjnego". W tym celu do Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego stołecznego urzędu miasta zostało złożone zawiadomienie o zgromadzeniu publicznym. Z informacji uzyskanych od organizatorów wynika, że ma w nim wziąć udział około 150 osób. Pikieta ma się skończyć złożeniem listu otwartego na ręce Zbigniewa Ziobry, ministra sprawiedliwości.
Ewentualna upadłość WGI Consulting wzbudza zdecydowane większe zainteresowanie wszystkich stron, których dotyczy "afera WGI", niż ogłoszona w czerwcu upadłość WGI Domu Maklerskiego. To bowiem WGI Consulting, a nie WGI DM "dysponuje" aktywami poszkodowanych inwestorów. Co prawda na razie należący do WGI Consulting rachunek w amerykańskiej Wachovii Securities jest zablokowany, ale prowadzone są czynności mające na celu jego "odmrożenie".
Z dotychczasowych informacji wynika, że do odzyskania z Wachovii jest co najwyżej 17 milionów dolarów (niewiele ponad 50 mln zł). Tymczasem wierzytelności zgłoszone przez poszkodowanych inwestorów przekraczają 300 mln zł. Gdzie są pozostałe pieniądze? Tego dawny zarząd WGI nie ujawnia. Starał się natomiast przekonać największych klientów, że będzie w stanie zwrócić im pieniądze i namawiał ich do współpracy, która miałaby przerodzić się w upadłość ugodową WGI Consulting. Duża grupa poszkodowanych nie zgadza się jednak na takie rozwiązanie i żąda upadłości likwidacyjnej. - Byli szefowie już raz zapewniali, że oddadzą pieniądze, i tego nie zrobili. Tym bardziej że nie przedstawiają żadnych dowodów na istnienie pieniędzy - powiedział pragnący zachować anonimowość klient WGI DM.