Tylko na sześciu tegorocznych sesjach obroty akcjami z WIG20 były mniejsze niż wczoraj. Średnie obroty z ostatnich 5 sesji spadły wczoraj do 543 mln zł. Podobnie niska aktywność inwestorów w tym roku poprzedzała przynajmniej chwilowy wzrost, więc jest prawdopodobne, że stanie się tak i tym razem. WIG20 od kilku dni porusza się tuż nad silnym wsparciem zlokalizowanym trochę poniżej 2900 pkt. Wzrost powinien więc przyjść tym łatwiej. To oznaczałoby, że z dwóch przeciwstawnych czynników oddziałujących na nasz parkiet - dobrych nastrojów na dojrzałych giełdach i fatalnych na rynku towarów - w krótkim terminie zwycięży ten pierwszy. Jak jednak długo amerykańscy inwestorzy mogę się cieszyć z taniejących surowców a ignorować niepokojące sygnały dotyczące kondycji gospodarki USA (kolejnym był wczorajszy indeks ISM dla sektora usług)? Sądząc po cenie miedzi, która spadła wczoraj do najniższego poziomu od 24 lipca i otworzyła sobie drogę do testowania czerwcowego dołka, inwestorzy powoli tracę odporność. Przynajmniej ci z rynku towarów. Do weryfikacji optymistycznego spojrzenia na kursy giełdowe może skłonić rozpoczynający się w przyszłym tygodniu sezon publikacji wyników za III kwartał w USA.

Ze względu na niskie obroty oraz bliskość silnego wsparcia, czyli czynniki dające nadzieję na wzrost, najbliższe sesje mogę przynieść istotne sygnały co do przyszłej koniunktury. O ile zwyżka niewiele zmieni sytuację, o tyle jej brak będzie potwierdzał pesymistyczne zapatrywania na przyszłość. Oznaczać będzie, że zaczyna zmieniać się postrzeganie inwestorów sytuacji na rynku towarów, którzy przestaję w spadku cen widzieć czynnik korzystny dla gospodarek i giełd, a znajduję w tym potwierdzenie słabnięcia globalnej koniunktury.

We wtorek 12-miesięczna zmiana WIG20 spadła do najniższego poziomu od czerwca 2005 r. Wyniosła mniej niż 15 proc. Ten poziom stwarzał w ostatnich latach korzystny moment do wejścia na rynek. Tak było w listopadzie 2003 r., sierpniu 2004 r. czy w początkach 2005 r. Gdyby okazało się, że tym razem tak nie jest, otrzymalibyśmy istotny argument przeciwko kontynuacji hossy i ostrzegający przed trwalszym pogorszeniem koniunktury.