Notowania ropy naftowej spadły już poniżej 58 dolarów za baryłkę - to poziom najniższy od siedmiu miesięcy.
Wczoraj tylko przez chwilę ropa drożała - z wtorkowych 58,43 USD za baryłkę Brent w Londynie cena podskoczyła o pół dolara. Rynek przestraszył się głosu Kuwejtu, który wezwał cały kartel OPEC, by podążył śladem Wenezueli i Nigerii, i rozważył ograniczenie produkcji. Te dwa kraje członkowskie OPEC, w obliczu spadających cen ropy, w zeszłym tygodniu zdecydowały o ograniczeniu dostaw od 1 października łącznie o 170 tys. baryłek. Do najbliższego spotkania przedstawicieli krajów zrzeszonych w kartelu, który odpowiada za 40 proc. światowej produkcji ropy, ma dojść 14 grudnia.
Zapowiedzi Wenezueli i Nigerii nie zdołały odwrócić obserwowanej od początku sierpnia tendencji. Od tego czasu notowania ropy spadły już łącznie o ok. jedną czwartą. Na rynku jest coraz więcej surowca, co potwierdzają m.in. informacje o rosnących zapasach w USA. Wczoraj tamtejszy Departament Energii podał, że w zeszłym tygodniu amerykańskie zapasy ropy wzrosły o 3,36 mln do 328,1 mln baryłek, podczas gdy rynek oczekiwał spadku o 1,1 mln baryłek. Niespodzianką był też poziom wykorzystania mocy rafinerii - pracowały one tylko na 89,9 proc. możliwości, najmniej od maja. To oznacza, że po sezonie urlopowym popyt na benzynę i inne pochodne ropy za Atlantykiem wyraźnie osłabł. Po tych informacjach ropa staniała do 57,70 USD za baryłkę. Tak niskich cen nie obserwowano od lutego.