Ministerstwo Rozwoju Regionalnego chce, by od 1 stycznia 2008 roku został uruchomiony krajowy handel prawami do emisji dwutlenku siarki. To efekt podziału unijnych pieniędzy na lata 2007-2013. W tym okresie przedsiębiorstwa energetyczne będą mogły uzyskać 200 mln euro dotacji na dostosowanie się do wymogów emisji gazów cieplarnianych. Jak podkreśla Janusz Mikuła, wiceminister rozwoju, nie wystarczy to na pokrycie ich potrzeb. Dlatego trzeba poszukać innego rozwiązania.
Z elektrowni do ciepłowni
Zgodnie z traktatem akcesyjnym, Polska musi do 2008 roku ograniczyć emisję dwutlenku siarki do 454 tys. ton. Wynegocjowany z Unią Europejską limit w następnych latach będzie coraz niższy i w 2012 roku osiągnie 358 tys. ton. Tymczasem w 2002 roku emisja tego gazu przekraczała 800 tys. ton. Według J. Mikuły, elektrownie w ciągu ostatnich lat poczyniły poważne inwestycje, zmierzające do osiągnięcia limitu na 2008 rok. Problemem są jednak ciepłownie i elektrociepłownie. Jeśli nie uda im się zmniejszyć emisji, będą musiały ograniczyć moce produkcyjne, a w skrajnych przypadkach nawet zaprzestać działalności. Wyjściem dla nich może być zakup niewykorzystanego przez elektrownie limitu.
- Mamy stronę zainteresowaną sprzedażą oraz potencjalnych kupujących. Należy więc umożliwić im prowadzenie handlu - przekonuje wiceminister rozwoju. Jeśli udałoby się to zrobić, Polska byłaby pierwszym krajem w UE, w którym powstałby wewnętrzny rynek handlu limitami emisji innych gazów niż dwutlenek węgla. - To bardzo dobry kierunek. Warto handlować zanieczyszczeniami, bo sprzyja to idei zrównoważonego rozwoju - ocenia Jan Szyszko, minister ochrony środowiska.
Najlepsza będzie Giełda