Premier Jarosław Kaczyński ma już kandydata na prezesa NBP, który przejmie schedę po Leszku Balcerowiczu (jego kadencja kończy się na początku stycznia przyszłego roku). Jest jednak za wcześnie, by ujawnić nazwisko kandydata. - To stosunkowo mało znana osoba, choć, oczywiście, nie w środowiskach ekonomicznych. Może nie prowadziła ona z Leszkiem Balcerowiczem sporów wprost, ale w wielu momentach mówiła, co będzie się działo w polskiej ekonomii. I w przeciwieństwie do obecnego prezesa NBP, który się praktycznie zawsze mylił, ta osoba miała rację - stwierdził Kaczyński w wywiadzie dla wczorajszego "Naszego Dziennika". Jego wypowiedź na nowo rozpaliła spekulacje na temat następcy Balcerowicza.
Grzelońska...
Wśród kandydatów na szefa NBP najczęściej jest wymieniana Urszula Grzelońska, profesor Szkoły Głównej Handlowej. Właśnie o niej premier już kilka razy mówił, że - w przeciwieństwie do Leszka Balcerowicza - "miała rację" w ocenach perspektyw polskiej gospodarki. Tym tropem poszli zapewne analitycy Banku Handlowego, którzy jako pierwsi wymienili nazwisko Grzelońskiej po przeczytaniu wywiadu w "Naszym Dzienniku".
Ekonomistka z SGH nie jest jednak kandydatką idealną. Szczególnie z punktu widzenia inwestorów na rynku finansowym. Dla nich jest osobą zupełnie nieznaną. Wiadomo tyle, że nie ma doświadczenia, jeśli chodzi o politykę pieniężną.
Sama U. Grzelońska powiedziała wczoraj PAP, że nie dostała takiej propozycji. - Ale taką propozycję zawsze się rozważa - dodała.