Na rynku aż huczy o powiązaniach Romana Karkosika i NFI im. E. Kwiatkowskiego ze Strzelcem. Wszystko za sprawą Mieczysława Halka, który jest prezesem funduszu i posiada 900 tys. akcji Strzelca, co daje 7,1 proc. głosów na walnym zgromadzeniu "producenta" opakowań do napojów. A nie od dziś wiadomo, że nazwisko Karkosik magicznie działa na inwestorów. Czy więc i tym razem było powodem wzrostu notowań?
Wygląda jednak na to, że rynek dyskontował informacje o podwyższeniu kapitału zakładowego i zmianie nazwy firmy - o czym Strzelec poinformował już po sesji. O emisji akcji serii I, bez prawa poboru, akcjonariusze zadecydują 8 listopada. Spółka chce wyemitować 150 mln akcji. Pieniądze przeznaczy na sfinansowanie budowy sieci hurtowni. Obecnie kapitał zakładowy Strzelca dzieli się na 51,4 mln papierów. Spółka zamierza również zmienić nazwę na Distribution and Selling Trust oraz przenieść siedzibę do Warszawy.
Wczoraj akcje Strzelca cieszyły się niespotykanym wzięciem. Wzrostowi walorów towarzyszyły bardzo duże obroty. Już w godzinę po otwarciu notowań przekroczyły 40 mln zł, na koniec dnia - 77 mln zł. Podczas całej sesji właścicieli zmieniło około 17 mln akcji, najwięcej w historii spółki. To ok. 33 procent wszystkich walorów. Wzmożony popyt na walory Sagittariusa-Strzelca trwa już od piątku. Wtedy obroty wyniosły 31,5 mln zł. Po wzroście o ponad 33 proc. za akcje płacono 2 zł.
Co według Łukasza Wójcika, prezesa spółki, było impulsem do wzrostu? - Powodem były komunikaty wysyłane przez nas w ciągu ostatnich miesięcy. Nie widzę innego wytłumaczenia - mówi. - Akcjonariusze musieli "przetrawić" informacje i ostatecznie bardzo pozytywnie ocenili nasze prace związane z konsolidacją na rynku napojów - dodaje.
Ciekawy projekt?