To nie był dobry dzień dla rynków wschodzących. Jeśli miałby powstać ranking giełd, które najmocniej ucierpiały po północnokoreańskiej próbie atomowej, to bezapelacyjnie pierwsze miejsce zająłby parkiet w Seulu. Spadek o ponad 2 proc. sprawił, że na wykresie Kospi załamała się trwająca cztery miesiące zwyżka. Od połowy czerwca indeks pracowicie odrabiał straty po majowym załamaniu na rynkach wschodzących. Udało się doprowadzić do anulowania złowrogiej formacji podwójnego szczytu, ale zwyżka zatrzymała się na poziomie 62 proc. zniesienia majowo-czerwcowej przeceny. Zatrzymanie nastąpiło już miesiąc temu, a więc północnokoreański test był tylko impulsem, który wyzwolił podaż. Wcześniej koreański rząd obniżył prognozę tegorocznego wzrostu PKB, tłumacząc to słabnącą gospodarką amerykańską. Seulska giełda jest największą w grupie emerging markets.

Na razie wydarzenia na Półwyspie Koreańskim wydają się mieć negatywny wpływ na całą grupę rynków wschodzących - wzrost niepewności związanej z polityką sprawiać będzie, że inwestorzy zażądają wyższych premii za ryzyko. Z ostateczną oceną poczekajmy jednak do końca tygodnia - być może reakcja południowokoreańskiej giełdy okaże się tylko chwilowym tąpnięciem. Jeszcze na początku roku taka interpretacja byłaby najbardziej prawdopodobna. Teraz jest wątpliwa. Pod koniec tygodnia poznamy też przepływy kapitału za okres od 4 do 11 października. Jeśli do którejś grupy rynków wschodzących płynęły w tym roku pieniądze, to właśnie do Azji i grupy BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), natomiast odpływały z Europy. Czy wydarzenia koreańskie zmienią coś w tych relacjach? Sądząc po wczorajszych informacjach z Turcji - raczej nie. Tamtejsze biuro statystyczne podało, że w sierpniu produkcja przemysłowa wzrosła o 4,8 proc. w ujęciu rocznym (sprzedaż samochodów osobowych spadła o 35,7 proc.), wobec oczekiwanych 6,8 proc. Te dane są następstwem majowego kryzysu. Bank centralny podniósł wtedy główną stopę procentową o 4,25 proc., do 17,5 proc.