Jeśli przyjąć, że początek obecnej hossy wyznacza dołek na wykresie Indeksu Cenowego Parkietu, obejmującego wszystkie spółki notowane na giełdzie, to dokładnie w poniedziałek "stuknęły" jej cztery lata. Tak długiego okresu prosperity GPW jeszcze w swojej historii nie doświadczyła. Rocznicę ICP uczcił rekordem wszech czasów, który we wtorek powtórzył WIG, najstarszy giełdowy indeks. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko, żeby majowy wierzchołek pokonał WIG20. Od wczorajszego zamknięcia brakuje jeszcze całkiem sporo, bo prawie 9 proc.
Jak stwierdził jeden z doświadczonych traderów, zarabianie na rynku wydaje się łatwiejsze, niż jest w rzeczywistości. Po takich sesjach jak wczorajsza wrażenie to może wydać się szczególnie silne. Proszę tymczasem pamiętać, że między połową maja a połową czerwca indeksy spadły o jedną czwartą. Notowania KGHM, jednej z największych giełdowych spółek, obniżyły się wtedy o 40 proc. Nikt nie może dać gwarancji, że ta historia się nie powtórzy. Zwróciłbym w tym miejscu uwagę na zachowanie niedawnych faworytów - Ferrum i Hutmenu. Od wrześniowych szczytów kursy obydwu spółek obniżyły się już o ponad jedną trzecią. Trudno będzie okazać jakiekolwiek zdziwienie, jeśli za chwilę to samo spotka udziały NFI. Zwyżka kursów w tym segmencie rynku o 50 proc. w ciągu dwudziestu sesji jest chyba największym absurdem tej hossy. Dobrze też pasuje na jej zakończenie. Za funduszami nie ma już chyba nic - nie została żadna grupa spółek, która w trwającym od października 2002 roku wzroście nie miałaby swoich pięciu minut.