Podczas gdy amerykańskie giełdy dostały zadyszki po ostatnim wzroście i ostatnie dni spędzają w konsolidacji, jesteśmy świadkami mocniejszych ruchów obligacji i dolara. Wczoraj rentowność 10-latek podniosła się o 5 pkt bazowych, do 4,75 proc. i jest już prawie 0,2 pkt proc. powyżej ostatniego dołka. Euro potaniało o przeszło pół centa i kosztowało 1,253 USD, najmniej od 18 lipca. Te zmiany wydają się bardzo istotne z punktu widzenia giełdy. Z jednej strony, spadająca dochodowość obligacji była jednym z kluczowych czynników sprzyjających wzrostowi S&P 500 w ostatnich 3 miesiącach. Z drugiej, taka sytuacja jest odbiciem spadku nadziei na cięcie stóp procentowych w niedalekiej przyszłości i powrotu obaw inflacyjnych. Odwrócenie tendencji na rynku obligacji bezpośrednio negatywnie wpływałoby na postrzeganie akcji, a groźba utrzymania kosztów pieniądza na obecnym poziomie (nie mówiąc o ewentualnej kolejnej podwyżce) przypominałaby o trwającym spowolnieniu tempa rozwoju i wzbudzałaby obawy przed jego pogłębieniem.
Takie warunki zwiększają prawdopodobieństwo scenariusza bazującego na obserwacjach z ostat-
nich 2 lat. Znaczny spadek zmienności, osiągnięcie przez 12-miesięczną zmianę S&P 50 okolic 15 proc., oddalenie się od 12-miesięcznej średniej kroczącej o ok. 7 proc. towa-
rzyszyły kształtowaniu lokalnych szczytów. Jednocześnie poważne kłopoty z kontynuacją wzrostu pojawiały się po utworzeniu nowego szczytu hossy. Wszystkie te symptomy są już praktycznie obecne. Nie pozostawia to praktycznie miejsca na dalszy wyraźny ruch w górę.
Negatywnie wciąż nastraja do rynków wschodzących zachowanie największego z nich. Indeks koreańskiej giełdy Kospi otarł się w poniedziałek o linię trendu biegnącą po dołkach z czerwca i lipca. Wypada na poziomie 1305 pkt. Jej przecięcie pozwalałoby mówić o zakończeniu trwającego od blisko 4 miesięcy wzrostu i otwierało drogę do ataku na główną linię rozpoczętej na wiosnę 2003 r. hossy. Biegnie ona na wysokości 1220 pkt.