Reklama

Budżet na 2007 rok trzeba będzie poprawić w Sejmie

Tylko Prawo i Sprawiedliwość w pełni popiera proponowany przez rząd kształt budżetu na 2007 rok. Potencjalni koalicjanci PiS zapowiedzieli forsowanie wielu poprawek

Publikacja: 12.10.2006 08:04

Nie jest zgodna z prawdą teza, że budżet został przygotowany rozrzutnie - powiedziała wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska, prezentując w Sejmie projekt ustawy budżetowej na 2007 r. Uprzedziła tym samym krytykę opozycji, że przyszłoroczne wydatki rosną w zbyt szybkim tempie.

Wydajemy na słuszne cele

Wiceminister przypomniała, że wydatki w porównaniu z 2006 r. rosną o 31 mld zł. - W dwóch trzecich wynika to jednak z wpisania do budżetu funduszy unijnych. Bez tych środków wydatki rosną tylko o 11,5 mld zł - tłumaczyła. Podkreślała, że więcej o ponad 3 mld zł trafi na bezpieczeństwo, o 2,8 mld zł na waloryzację rent i emerytur. - Ograniczyliśmy bardzo wydatki na administrację. Nie ma nawet najprostszych podwyżek dostosowujących płace nominalne do inflacji - argumentowała. Zapewniała, że rząd proponuje budżet "realny", dostosowany do "najbardziej prawdopodobnego rozwoju zdarzeń". Podkreśliła, że zachowanie kotwicy budżetowej na poziomie 30 mld zł umożliwi obniżenie deficytu sektora finansów publicznych do 3,6-3,7 proc. w 2007 r. i 3,3 proc. w 2008 r.

Gdzie jest "tanie państwo"?

Opozycja nie podzieliła optymizmu wicepremier. - Rząd marnotrawi dobry rozwój gospodarczy - grzmiał Zbigniew Chlebowski z Platformy Obywatelskiej. PO skrytykowała rząd za rosnący dług publiczny. - Wzrośnie on w ciągu roku o 50 mld zł. Koszty obsługi długu to już ponad 28 mld zł. To są ogromne koszty - stwierdził Z. Chlebowski. Sojusz Lewicy Demokratycznej skoncentrował się na wydatkach na administrację. - Pokażcie urząd, który będzie likwidowany. Gdzie jest "tanie państwo"? To budżet nie IV RP, ale PRL - wytykała posłanka Anita Błochowiak. Ostatecznie tylko PO zgłosiła wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu.

Reklama
Reklama

Będą poprawki

Zaskakująco chłodno projekt przyjęła Samoobrona. Jeszcze rano szef partii Andrzej Lepper mówił w radiowej "Trójce", że przyszłoroczny budżet jest przez niego do zaakceptowania. - Z tego co wiem, kwoty na sferę socjalną, emerytury, renty, na ubezpieczenia rolnicze, na paliwo rolnicze znalazły się w projekcie po tym, jak zostaliśmy usunięci z koalicji - powiedział. W Sejmie Samoobrona wypowiadała się już mniej pochlebnie. - Budżet wymaga zasadniczego przetasowania i od tego uzależniamy jego poparcie - stwierdziła poseł Renata Rochnowska. Jej zdaniem, zabrakło pieniędzy na ubezpieczenie rolników od klęsk żywiołowych oraz "małą" retencję wodną. Poseł skrytykowała zmniejszenie wydatków na oświatę i wychowanie oraz niewielki wzrost środków na rolnictwo. Samoobrony nie przekonały zapewnienia Z. Gilowskiej, że na wieś trafi łącznie z funduszami unijnymi ponad 36 mld zł.

Liga Polskich Rodzin wytknęła rządowi zbyt małe środki na świadczenia rodzinne, pochwaliła za to podwyżki dla nauczycieli. Ruch Ludowo-Narodowy wskazał na widoczny brak reformy struktury budżetu. Polskie Stronnictwo Ludowe zarzuciło, że projekt przygotowany jest na bazie nowych przepisów o finansach publicznych, których nie zatwierdził jeszcze Sejm. Partie te zapowiedziały jednak, że zgodzą się na dalsze omawianie projektu w Komisji Finansów Publicznych. Ta rozpoczyna prace w przyszły poniedziałek. Drugie czytanie projektu przewidziano na 12 grudnia. Zgodnie z planem, ustawa ma trafić do Senatu 20 grudnia.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama