Ceny złota zaczęły czwartek od wzrostów. Najpierw na azjatyckich rynkach drożało po tym, jak po raz pierwszy od trzech dni wzrosły ceny ropy naftowej w Nowym Jorku. Wielu inwestorów w złocie szuka ratunku przed inflacją.

W Londynie złoto też od rana drożało, gdyż więcej tego kruszcu kupowali jubilerzy z Indii i Turcji, przygotowując się już do sezonu świątecznego kończącego rok. Zakupy jubilerów stanowiły w ub.r. 73 proc. światowego popytu na złoto. Większe są one zazwyczaj właśnie w ostatnim kwartale i w tych okresach od 2002 r. rosną też ceny złota. W tym roku jednak są one wyjątkowo związane z cenami ropy naftowej. Od 26-letniego szczytu z połowy maja złoto staniało o 21 proc. Ceny ropy z rekordowego poziomu 78,40 za baryłkę spadły o 26 proc. Dlatego o ostatecznym kształcie wczorajszych notowań złota przesądziły informacje o spadku cen ropy w Nowym Jorku do poziomu najniższego w tym roku. Obawy przed inflacją były w takiej sytuacji bez porównania mniejsze niż wtedy, kiedy cena ropy przekraczała 70 czy 75 USD za baryłkę. A z historii notowań wynika, że spadek cen ropy o jednego dolara powoduje potanienie złota o 5 do 10 USD na uncji. Kontrakty terminowe na złoto rekordową cenę miały w styczniu 1980 r., gdyż ropa była wtedy dwa razy droższa niż przed rokiem, co zapowiadało olbrzymią inflację.

Wczoraj na popołudniowym fixingu w Londynie cena złota spadła do 573,00 USD za uncję, z 575,90 USD za uncję rano. Przed tygodniem za uncję płacono 573,30 USD.