Z ustaleń "Parkietu" wynika, że opóźnienie decyzji w sprawie sprzedaży Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach (ZAT) i Kędzierzynie-Koźlu (ZAK) może drogo kosztować Naftę Polską. Spółka może stracić 52 mln zł dywidendy z zysku ZAT za ubiegły rok.
W środę wiceminister skarbu Paweł Szałamacha poinformował, że resort potrzebuje jeszcze co najmniej kilku tygodni na analizę prywatyzacji. 3 listopada mija ważność umowy sprzedaży zakładów niemieckiej spółce Petro Carbo Chem. Wiceminister zapowiedział, że MSP zwróci się do Nafty, aby ta podpisała z inwestorem klauzulę o przedłużeniu ważności kontraktu. Jakie będą tego skutki?
Zgodnie z postanowieniami walnego zgromadzenia akcjonariuszy tarnowskich zakładów, na wypłatę dywidendy przeznaczono w sumie 82 mln zł. Właściciel, czyli Nafta Polska, dostanie jednak całą kwotę tylko wtedy, gdy będą spełnione dwa warunki: PCC dostanie zgodę Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na przejęcie, a MSP zaakceptuje sprzedaż. Pierwszy wymóg został wypełniony. W ubiegłym tygodniu inwestor otrzymał pozytywną decyzję UOKiK. Jeśli resort skarbu będzie obstawał przy przedłużaniu negocjacji, to drugi warunek może nie zostać spełniony przed dniem wypłaty dywidendy, który ustalono na 25 listopada. W takim przypadku Nafta Polska otrzyma, zgodnie z postanowieniami WZA, tylko 30 mln zł. Pozostałe 52 mln zł powiększą kapitał zakładowy spółki. Jeżeli doszłoby później do sprzedaży ZAT-u PCC na wynegocjowanych warunkach, to Nafta - straciłyby większą część dywidendy. - Rzeczywiście, jest taki problem. Dlatego zwróciliśmy się do MSP o to, by zakończyć proces zgodnie z harmonogramem - przyznaje Marek Drac-Tatoń, szef Nafty Polskiej. Resort na razie nie zmienił stanowiska.