Fundusz Rezerwy Demograficznej, z założenia, miał zniwelować skutki szybkiego starzenia się społeczeństwa. Od 2015 roku liczba osób pracujących zacznie gwałtownie spadać, a emerytów będzie coraz więcej. Według prognoz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, za 44 lata osób pobierających świadczenia emerytalne będzie o 40-70 proc. więcej niż teraz. Najczarniejszy scenariusz przewiduje, że na 1000 osób zdolnych do pracy przypadnie 1012 emerytów.
Pieniądze z Funduszu Rezerwy Demograficznej mogłyby pokryć różnicę między kwotą potrzebną na świadczenia emerytalne a wpływami ze składek ubezpieczeniowych. èródłem przychodów miały być rosnące od 0,1 proc. do 1 proc. odpisy ze składek, wpływy z prywatyzacji i zysk z inwestowania tych środków. Jednak od 2002 r. FRD zgromadził około 2 mld zł. Specjaliści twierdzą, że przy takim tempie przyrostu środków w funduszu od 2015 roku na emerytury zabraknie 30-40 mld zł rocznie.
Banki nie zechcą
kredytować ZUS-u
Zdaniem Jeremiego Mordasewicza, eksperta gospodarczego Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" i członka rady nadzorczej ZUS-u, taki będzie deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego wypłacane są emerytury, za 10 lat. Dziś wynosi około 20 mld zł i jest pokrywany częściowo z budżetu państwa, częściowo z komercyjnych kredytów. - Za 15 lat potrzeby kredytowe FUS-u będą tak duże, że nie sądzę, żeby jakikolwiek bank zgodził się je sfinansować - uważa Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha i przewodniczący rady nadzorczej ZUS-u. Ciężar uzupełnienia niedoborów w FUS-ie spadnie na budżet państwa.