Za towary i usługi konsumpcyjne płaciliśmy we wrześniu średnio o 1,6 proc. więcej niż przed rokiem - podał Główny Urząd Statystyczny. Roczna inflacja była taka sama, jak miesiąc wcześniej. Dane okazały się bardziej optymistyczne od oczekiwań. Ministerstwo Finansów, którego szacunki zazwyczaj okazują się trafne, prognozowało wzrost cen w granicach 1,7-1,8 proc.
Dobre dane pomogły rynkowi walutowemu i obligacji. W piątek pod koniec dnia za euro płacono 3,8745 zł, o 1,5 grosza mniej niż na otwarciu. Rentowność obligacji dwuletnich spadła o 7 punktów bazowych, do 4,90 proc. W przypadku papierów o dłuższym terminie wykupu spadek rentowności był mniejszy.
Pomogły owoce i paliwa
Dlaczego inflacja okazała się niższa od prognoz? Bo mniej niż oczekiwano podrożała we wrześniu żywność. - Podwyżki cen były niższe, niż wskazywały na to dane z giełd, a ponadto zostały częściowo zrekompensowane spadkiem cen owoców - napisali w komentarzu dla klientów ekonomiści BRE Banku.
Taniejące owoce (tylko we wrześniu ich ceny obniżyły się o ponad 10 proc.) nie uratowałyby nas jednak przed wzrostem inflacji. Dlaczego nie wzrosła? Za sprawą taniejących paliw. Obniżające się ceny ropy przełożyły się szybko na zmniejszanie cen detalicznych na stacjach. Jeszcze w lipcu paliwa były o niemal 5 proc. droższe niż rok wcześniej. We wrześniu w ujęciu rocznym staniały już o 1,1 proc.