Reklama

Ameryka żyje na deficycie

Międzynarodowy Fundusz Walutowy bije na alarm - globalna nierównowaga, związana przede wszystkim z rosnącym deficytem obrotów bieżących i budżetowym Stanów Zjednoczonych, może zagrozić rozwojowi całej światowej gospodarki

Publikacja: 17.10.2006 08:54

Ameryka pożycza ponad 2 miliardy dolarów dziennie - alarmuje laureat Nagrody Nobla z ekonomii Joseph E. Stiglitz. Źadna gospodarka nie wytrzyma tego na dłuższą metę. Po raz pierwszy w tym toku deficyt handlowy - głównie z Chinami i innymi krajami basenu Pacyfiku - odbije się wyraźnie na wzroście gospodarczym USA w III kwartale - uważają analitycy z Nomura Economics Research. Morgan Stanley jest najbardziej pesymistyczny i szacuje, że deficyt handlowy obniży PKB Stanów Zjednoczonych o 0,4 proc.

Ekonomiści zwracają też uwagę na potencjalnie groźne konsekwencje wzrostu innego deficytu USA: budżet federalny corocznie ma około 400 miliardów dolarów niedoboru. Pieniądze te trzeba pożyczyć przez emisję papierów dłużnych.

Miliardy "pod kreską"

Amerykanie notują w ostatnich miesiącach jeden z największych deficytów bieżących w historii. Według Departamentu Handlu, w II kwartale 2006 roku najszerszy wskaźnik deficytu, obejmujący zarówno bilans handlowy, jak i przepływ inwestycji, wyniósł aż 218,4 mld USD i był o 2,4 proc. wyższy niż trzy miesiące wcześniej. W obu kwartałach I półrocza deficyt obrotów bieżących osiągnął poziom 6,6 proc. amerykańskiego PKB. To wystarczająco dużo, aby spędzać sen z oczu ekonomistom. Co gorsza, eksperci przewidują dalszy wzrost deficytu handlowego w kolejnych kwartałach. Oznacza to, że coraz więcej amerykańskich aktywów będzie przechodzić w obce ręce. Ekonomistów niepokoi także odpływ kapitału netto z inwestycji. W II kwartale bilans wyniósł minus 4,2 mld USD. Oznaczało to, że cudzoziemcy zarobili na inwestycjach w USA więcej niż Amerykanie za granicą. - Tegoroczny deficyt bieżący może wynieść nawet 900 miliardów dolarów. Grozi to amerykańskiej gospodarce "twardym lądowaniem" - mówi "Parkietowi" profesor Nouriel Roubini, ekonomista z New York University.

Gorzej w rankingach

Reklama
Reklama

Pogorszenie się sytuacji finansowej Stanów Zjednoczonych to główna przyczyna znacznego spadku USA w tegorocznym rankingu konkurencyjności 125 gospodarek świata - z pierwszej na szóstą pozycję. W badaniach Światowego Forum Ekonomicznego Stany Zjednoczone wyprzedziły Szwajcarię, Finlandię, Szwecję, Danię i Singapur. Mniejsza atrakcyjność amerykańskiej gospodarki, mimo doskonałej kondycji sektora prywatnego, wynika z "rosnącej nierównowagi makroekonomicznej" - twierdzą autorzy raportu.

Administracja Busha stara się uspokajać nastroje. Deficyt w handlu zagranicznym oraz deficyt bieżący nie powinny stanowić powodu do niepokoju, ponieważ wciąż na rynku jest wystarczająco dużo kapitału, aby sfinansować dług USA - twierdzą członkowie gabinetu Busha.

Ekonomiści są jednak dużo mniejszymi optymistami. Nawet takiej gospodarki jak Stany Zjednoczone nie stać na utrzymywanie deficytu handlowego w granicach 800 miliardów dolarów rocznie. Pozostawia to w rękach Chin, Arabii Saudyjskiej oraz innych krajów azjatyckich rezerwy mierzone już nie w miliardach, ale w bilionach dolarów. Ponieważ denominowane są one w dolarach i najczęściej lokowane w obligacjach USA, kraje te mogą doprowadzić do załamania amerykańskiej waluty, rzucając amerykańskie papiery dłużne na rynek. Taki scenariusz zmusiłby USA do podniesienia stóp procentowych w obronie dolara i zdławienia rozwoju gospodarczego.

Nie tylko ropa

Ekonomistów niepokoi ostatni, skokowy wzrost tempa deficytu w handlu zagranicznym, po prawie roku względnej stabilizacji. Zwracają uwagę, że oprócz ropy naftowej, której eksport jest jedną z głównych przyczyn nierównowagi USA w handlu zagranicznym, pogłębia się także deficyt w handlu towarami i usługami nie zaliczającymi się do surowców energetycznych. Odbije się to bez wątpienia na amerykańskim PKB w III kwartale. Peter Morici, ekonomista z Uniwersytetu stanu Maryland, szacuje, że w obecnym kwartale deficyt handlowy zmniejszy amerykański PKB o 0,2 proc. W kolejnym kwartale powinno być lepiej, ponieważ gospodarka USA zacznie odczuwać skutki spadających cen ropy naftowej.

Zapłaci jednak za to dolar. "Biorąc pod uwagę rozmiary deficytu i tempo wzrostu globalnej gospodarki, przyciągającej kapitał w innych częściach świata, nie należy się spodziewać końca presji na dolara" - można przeczytać w analizie Naroff Economic Advisors. Jednak w krótkoterminowej perspektywie - jak wynika z analizy Bear Stearns - wpływ ostatniego pogłębienia deficytu nie powinien być duży, ponieważ na spadek eksportu największy wpływ miały miesięczne wahania w sprzedaży samolotów cywilnych, a w tej grupie towarów obserwuje się znaczne fluktuacje. We wrześniu i październiku można się spodziewać niższego deficytu - uważają analitycy Bear Sterns.

Reklama
Reklama

Zapłacą wszyscy?

Do grupy zaniepokojonych dołączył w ostatnich wystąpieniach dyrektor zarządzający MFW Rodrigo de Rato, który ostrzegł, że za brak dyscypliny fiskalnej USA może zapłacić cała globalna gospodarka. De Rato zwraca przede wszystkim uwagę na brak rzeczywistych wysiłków administracji na rzecz obniżenia deficytu budżetowego, choć czasy koniunktury gospodarczej powinny sprzyjać takiej polityce.

Trudno nie przyznać mu racji. Cięcia podatkowe wprowadzone przez Busha pozostawiły w rękach Amerykanów miliardy dolarów. Ci wykorzystali te pieniądze na kupno towarów - od samochodów, poprzez telewizory plazmowe po nowe domy. Budżet, mimo rosnącego deficytu, także wsysał coraz więcej pieniędzy, choćby na prowadzenie operacji wojennych w Afganistanie i Iraku. A prezydent Bush i Kongres zamiast zastanawiać się nad zwiększeniem wpływów do budżetu, debatowali nad nadaniem uchwalonym na czas określony ulgom podatkowym permanentnego charakteru. Czasy, kiedy w ostatnich latach prezydentury Billa Clintona planowano spłacenie całego zadłużenia Stanów Zjednoczonych, a budżet notował nadwyżki, należą do odległej przeszłości.

Zmiana trendu?

Dług publiczny USA rośnie. Według "Wall Street Journal" po raz pierwszy od 90 lat Stany Zjednoczone płacą znacznie więcej zagranicznym wierzycielom niż wynoszą zyski osiągnięte z zagranicznych inwestycji. W II kwartale różnica wyniosła 2,5 miliarda dolarów. To 22 dolary na każde gospodarstwo domowe w USA. Rok temu zysk (a nie deficyt) na rodzinę wyniósł 31 USD na rodzinę. Według publicysty "WSJ" Marka Whitehouse, może to oznaczać trwałą zmianę trendu. Oznacza to, że przeciętna amerykańska rodzina będzie musiała pracować więcej, aby utrzymać dotychczasowy standard życia. Alternatywą jest redukcja długu publicznego, na co się jednak nie zanosi. - Ekonomiści ostrzegali przed tym od tak dawna, że ludzie zdążyli znudzić się tematem. Teraz widzimy gwałtowne przyspieszenie trendu - mówi Jim O?Neill, główny ekonomista Goldman Sachs.

Kłopot polega na tym, że Stanom Zjednoczonym coraz trudniej będzie redukować gigantyczny dług publiczny. W tym roku 60 lat przekroczyły pierwsze roczniki pokolenia "baby boomers", czyli powojennego wyżu demograficznego. Za kilka lat grupa około 70 milionów Amerykanów zacznie wchodzić w wiek poprodukcyjny i trzeba będzie zacząć podnosić składki emerytalne. Kolejne pokolenie będzie miało na głowie nie tylko coraz większą armię emerytów, ale też dług pozostawiony po swoich rodzicach i dziadkach.

Reklama
Reklama

Rosnący deficyt handlowy wzmacnia z kolei tendencje protekcjonistyczne w Kongresie. Już dziś zgłasza się projekty ustaw przewidujących wprowadzenie zaporowych cen na różne towary. Nie jest to jednak takie proste, bo kraje, przeciwko którym wprowadzono by wyższe cła, w rzeczywistości finansują deficyt budżetowy USA. Rezerwy Chin w dolarach osiągną pod koniec roku sumę biliona dolarów. Kraj ten może więc mieć decydujący wpływ na zachowanie się amerykańskiej waluty."Bez międzynarodowej współpracy na rzecz zmniejszenia nierównowagi w handlu zagranicznym, kryzysy finansowe wywołane przez spadającego dolara mogą zagrozić rozwojowi całej światowej gospodarki" - ostrzega najnowszy raport UNCTAD, agencji ONZ zajmującej się handlem i rozwojem ekonomicznym. Na pewno gospodarki krajów zaliczanych do wschodzących rynków są dużo odporniejsze na kryzysy finansowe niż w latach 80. i 90., ale świat jest wciąż zbyt zależny od koniunktury gospodarczej USA - twierdzą eksperci ONZ. Rosnące deficyty - handlowy, budżetowy i bieżący mogą pogłębiać kłopoty dolara, choć nie należy spodziewać się dramatycznego kryzysu. Światowa gospodarka jest wciąż w ogromnym stopniu zależna od amerykańskich konsumentów. Takie koło ratunkowe światowej ekonomii trudno będzie czymkolwiek zastąpić.

Nowy Jork

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama