Czy zyskiem, który wypracują dla nas zagraniczne fundusze inwestycyjne, musimy podzielić się z fiskusem? Jeśli tak, to na jakich zasadach? Odpowiedź na te pytania wydawać się może prosta, ale przecież w sprawach podatkowych prostych odpowiedzi nie ma
Inwestując pieniądze, liczymy na zarobek. Radość z pomnożenia pieniędzy jest jednak okraszona ziarenkiem goryczy: 19-procentowym podatkiem, popularnie nazywanym podatkiem Belki.
Sytuacja w przypadku polskich funduszy inwestycyjnych jest prosta: podatek od zysku pobierany jest raz - przy sprzedaży jednostek uczestnictwa. Dotyczy to także sytuacji, kiedy zamieniamy jednostki jednego funduszu na jednostki innego (konwersja), czyli sprzedajemy jedne jednostki, by kupić drugie.
Rodzimy rynek rozpieszcza nas też ostatnimi czasy konstrukcjami parasolowymi. Chodzi o fundusze nazywane parasolami, które tworzą liczne subfundusze. Przenoszenie pieniędzy między tymi ostatnimi (np. ze względu na zmianę naszej strategii inwestycyjnej) nie wiąże się z obowiązkiem zapłaty podatku. Wszak wciąż nasza lokata dotyczy tego samego produktu (funduszu).
Z podobną konstrukcją można się spotkać w przypadku funduszy zagranicznych, oferowanych przez Merrill Lynch, Franklin Templeton czy Legg Mason. Poza zaletami - dostępem do wielu rynków finansowych, czy dochodowych gałęzi przemysłu, niższych kosztów zarządzania itd., wyróżniają się one właśnie budową parasolową, która umożliwia przenoszenie pieniędzy między subfunduszami bez płacenia za każdym razem podatku od zysku. Wyjątkiem są produkty oferowane przez Reiffeisena, w których nie ma możliwości bezpodatkowego konwertowania jednostek: raz wybrany fundusz musi nam służyć aż do końca inwestycji.