Prezesi urzędów państowych, którzy dotychczas piastowali swoje stanowiska w trybie kadencyjnym, teraz w każdej chwili będą musieli liczyć się z możliwością odwołania przez premiera. Będzie to dotyczyło między innymi prezesa i jego zastępców w UOKiK, URE, ZUS, KRUS, PFRON, UKE, NFOŚiGW, GDDKiA, a także GUS.
Co z kompetencjami?
Dzięki nowym przepisom, stworzony zostanie tzw. państwowy zasób kadrowy, z którego premier będzie mógł wybierać kandydatów na wysokie stanowiska. W uzasadnieniu do ustawy możemy przeczytać, że zapewni to bezstronne i rzetelne wykonywanie zadań przez osoby piastujące wysokie stanowiska państwowe. - Dzisiejsza konstrukcja służby cywilnej powoduje, że urzędnicy mogą nie realizować polityki rządu, a nawet ją bojkotować. Ustawa daje możliwość kształtowania polityki kadrowej tak, aby w sposób kompetentny realizować program, który wyborcy poparli w wyborach - mówi Artur Zawisza, poseł PiS. Uważa on, że powołanie do życia państwowego zasobu kadrowego "nic nie uszczknie w aspekcie kompetencji administracji". - Egzaminy gwarantują, że na stanowiska nie będą powoływani "kolesie", tylko osoby, które będą gotowe chętnie współpracować z danym ministrem czy z rządem - mówi.
Tymczasem zdaniem opozycji, działania PiS mogą być bardzo szkodliwe dla polskiej administracji. - Poprzednie ekipy rządzące musiały nieźle się nagimnastykować, żeby wprowadzić do urzędów swoich ludzi. PiS poszedł najłatwiejszą drogą: stworzył instrumentalną ustawę służącą tylko temu jednemu celowi - twierdzi Adam Szejnfeld, poseł PO. Zdaniem innych posłów, takie zmiany doprowadzą do niestabilności w urzędach centralnych. Kto pójdzie do wymiany?
Kłopoty z konkursami