Jedną z głównych przyczyn frustracji menedżerów firm państwowych jest - jak wynika nie tylko z moich obserwacji - tzw. ustawa antykominowa. Jej przepisy, których autorem był w 2000 roku rząd Jerzego Buzka, istotnie ograniczają bowiem wysokość zarobków członków zarządów spółek, w których Skarb Państwa ma ponad 50 proc. kapitału. Patrzy taki prezes państwowego przedsiębiorstwa na swojego kolegę, który zarządzając bardzo podobną, ale prywatną firmą, zarabia kilkanaście razy więcej od niego. Patrzy i patrzy, i krew go zalewa.
Prawdę powiedziawszy tzw. ustawa antykominowa bywa sporym utrudnieniem także dla samych firm, które kontroluje państwo. Grupa Lotos właśnie ze względu na ograniczenia w płacach dla menedżerów od kilku miesięcy nie może znaleźć członka zarządu, który byłby odpowiedzialny za wydobycie. Wytypowany w konkursie kandydat zażądał miesięcznej pensji, która przewyższała półroczne zarobki prezesa spółki i gdy dowiedział się, że to absolutnie wykluczone zrezygnował.
Część firm stara się obchodzić nieżyciowe przepisy, najważniejszych menedżerów zatrudniając... poza zarządem.
Już kilku premierów i ministrów zapowiadało, że postara się o zniesienie uciążliwej ustawy. Przepisy okazały się jednak znacznie trwalsze niż... sami deklarujący. Wystarczy wspomnieć tu Marka Belkę czy Andrzeja Mikosza.
Sposób na antykominówkę znalazła dopiero... Samoobrona i jej przewodniczący Andrzej Lepper, który właśnie wrócił na fotel wicepremiera i ministra rolnictwa. Teraz na swoje dawne stanowiska wrócą również - i to w błyskawicznym tempie - wszyscy rekomendowani przez Samoobronę członkowie władz agencji rządowych i spółek publicznych, których wyrzucono z pracy, gdy miesiąc temu koalicja rządowa się rozpadła. Teraz równolegle z odprawami, do jakich mają prawo po tym, jak rozwiązano z nimi umowy o pracę, pobierać będą pensje, które należą się im, bo przecież znowu pracują. I choć obowiązuje ich tzw. ustawa antykominowa, dochody będą mieli znacznie wyższe, niż wynikałoby to z jej przepisów. Przez jakiś czas. Ale przecież koalicja niebawem znowu się rozpadnie, a potem - bardzo możliwe - na nowo zawiąże i cały manewr będzie można powtórzyć.