W ciągu zaledwie dwóch dni udało się zebrać inwestorów, którzy chcą zaangażować się finansowo w czarterowe linie lotnicze Fischer Air Polska (FAP). Przewoźnikowi na początku ubiegłego tygodnia przepowiadano rychłe bankructwo. Poszukiwaniem inwestorów zajęła się firm handlująca wierzytelnościami Cash Flow. Giełdowa spółka przejęła 85 proc udziałów lotniczego przedsiębiorstwa od poprzedniego właściciela za niespłaconą pożyczkę 850 tys. zł Od czwartku poszukuje inwestorów, którzy dokapitalizują przewoźnika. Plan zakłada podniesienie kapitału o 100 proc.
Trwają prace nad zamknięciem listy inwestorów, którzy obejmą nowe udziały w FAP. - Jest więcej chętnych niż się spodziewaliśmy. Ostateczne zamknięcie listy powinno nastąpić w poniedziałek - mówi Grzegorz Gniady, wiceprezes Cash Flow. FAP chce wyemitować 127 tys. udziałów po 100 zł każdy (kapitał wzrośnie o 12,7 mln zł). To jednak plan, niewykluczone, że w związku ze sporym zainteresowaniem inwestorów nowych udziałów może być więcej.
Jednym z pierwszych zainteresowanych inwestycją w lotniczy biznes jest Krzysztof Moska, inwestor giełdowy zaangażowany m.in. w Lentex i Lubawę. Ma podpisaną z Cash Flow przedwstępną umowę kupna 15 proc udziałów w Fischer Air. - To na początek. Rozważam dokupienie kolejnych 15 proc. Jestem poważnie zainteresowanym wejściem w tę firmę - tłumaczy Krzysztof Moska. Decyzję o dokupieniu kolejnego pakietu inwestor uzależnia jednak od tego czy spółce Cash Flow uda się porozumieć z australijską firmą AWAS, która leasinguje samoloty jakimi latał FAP. Australijczycy chcą odebrać maszyny przewoźnikowi bo ten nie płacił rat leasingowych. Szefowie Cash Flow twierdzą, że są w kontakcie z firmą leasingową i FAP nie straci samolotów bo zostanie zawarta ugoda. - Jeśli tak się stanie to jestem gotów wyłożyć pieniądze na kolejne udziały - mówi K. Moska. Dodaje, że może to nie być jego ostatnie słowo.
Prawie bankrut
rynkową okazją