Rząd bardzo często deklaruje, że chce przyciągnąć do Polski jak najwięcej inwestycji zagranicznych. Chodzi głównie o centra usług, ponieważ tworzą one dużo nowych miejsc pracy. Okazuje się jednak, że ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników w Polsce bywają problemy.
- To, że zagraniczne firmy lokują u nas swoje centra outsourcingowe, jest dla nas korzystne z kilku względów. Młodzi ludzie, pracując w takich ośrodkach, podnoszą swoje kwalifikacje i zdobywają doświadczenie w środowisku międzynarodowym - uważa wiceminister gospodarki Andrzej Kaczmarek. - Z doświadczenia wiem również, że zagraniczne inwestycje tego typu bardzo często są przyczółkiem dla projektów produkcyjnych - stwierdza.
- Chociaż w Polsce lokuje się coraz więcej centrów usług outsourcingowych, to widać, że jest to dla nas całkowita nowość. Niewiele osób wie, że można im zlecić nie tylko obsługę telefoniczną firmy. Świadczą przecież bardzo skomplikowane usługi, np. w księgowości i zarządzaniu zasobami ludzkimi czy informatyce - mówi Marcin Kaszuba, dyrektor ds. bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Ernst&Young. - Okazuje się również, że czasem pojawiają się problemy z zatrudnieniem odpowiednio wykwalifikowanych pracowników - dodaje. Jako przykład podaje on inwestycję LG Philips. Firmie tej brakuje teraz około 500 osób na stanowiska niskiego i średniego szczebla. Stawki, jakie zaoferowała firma, są za niskie.
Zdaniem Jeremiego Mordasewicza, eksperta ekonomicznego PKPP "Lewiatan", przyczyną tego, że zagraniczne centra usługowe miewają problemy ze znalezieniem odpowiednich ludzi, jest zła struktura wykształcenia Polaków. - Zaczyna brakować osób, które są w stanie połączyć znajomość finansów czy informatyki z biegłą znajomością języka angielskiego. Coraz częściej słyszę o zagranicznych firmach, które chcąc zatrudnić takie osoby, muszą podnosić oferowane stawki płac - mówi.
Polska -