Spółka Sachalin Energy, której większościowym akcjonariuszem jest koncern Royal Dutch Shell, prawdopodobnie dojdzie do porozumienia z rosyjskimi władzami i zachowa licencję na realizację gazowego projektu Sachalin-2, wartego około 22 mld USD. Władze firmy poinformowały, że usunęły już 98 proc. szkód, jakie wykrył nadzór ds. ochrony środowiska. Urząd odpowiedzialny za sprawy ekologii oskarżył Sachalin Energy o niszczenie przyrody. Ponadto rosyjskie władze zagroziły firmie odebraniem licencji, a szef nadzoru Oleg Mitwol wystawił Shellowi rachunek na 50 miliardów dolarów. Według nadzorcy, tak wielka suma to rekompensata za zniszczone lasy i wymierające walenie w Morzu Ochockim, gdzie głównie realizowana jest inwestycja.
Eksperci uważają jednak, że ekologia jest w tym wypadku tylko pretekstem. W rzeczywistości chodzi o skłonienie Shella do przyspieszenia negocjacji z Gazpromem w sprawie przystąpienia tego ostatniego do projektu Sachalin-2. W zamian zachodni inwestor miałby otrzymać prawo do eksploatacji syberyjskiego złoża Zapolarnoje, którego zapasy szacowane są na 2,6 bln m. sześc. gazu ziemnego. Dla porównania, w złożu Sachalin-2 znajduje się 500 mld m. sześc. surowca. Rozmowy o wymianie aktywów przedłużały się ze względu na nierównomierne zaawansowanie prac obu przedsięwzięć. Jednak w tym tygodniu koncerny poinformowały, że są już blisko osiągnięcia porozumienia, które zamierzają sfinalizować w przyszłym roku.
Załagodzenie stosunków z nadzorem ekologicznym nie oznacza wcale końca kłopotów z władzami. Urząd skarbowy zażądał 10 mln USD z tytułu niezapłaconych podatków od Salym Petroleum Development, spółki należącej do Shella, która eksploatuje surowiec ze złóż w zachodniej Syberii.
Bloomberg