Bankructwo nietrudno wyobrazić sobie w przypadku kontraktów terminowych na WIG20. Wystarczy popełnić dwa uchybienia: zająć zbyt dużą pozycję w odniesieniu do posiadanego kapitału i nie zakończyć w porę niekorzystnej transakcji. W takiej sytuacji można stracić wszystko nawet grając na zwyżkę na wzrostowym rynku. W przypadku akcji doprowadzić rachunek do zera nie jest tak łatwo. Ale ponieść znaczące straty, które szczególnie w trakcie hossy są ciężkie do zaakceptowania, nie jest już tak trudno.
Szybko w górę, szybko w dół
Wydaje się, że kupowanie akcji w sytuacji, kiedy giełdowe indeksy biją rekordy wszech czasów, wzrost gospodarczy przekracza 5 proc., a produkcja przemysłowa w każdym z czterech ostatnich miesięcy, za które opublikowane zostały dane (maj-sierpień) była wyższa przynajmniej o 10 proc. niż rok wcześniej, jest bezpieczne.
A teraz wyobraźmy sobie inwestora, który dysponuje 20 tys. zł. 1 września za połowę tych pieniędzy kupuje akcje Elektromontażu-Export, płacąc tyle, ile kosztowały na zamknięcie dnia. Powody takiej lokaty wydają się oczywiste - nowy prezes, szumne zapowiedzi itd., itp. Ale po czterech kolejnych spadkowych sesjach nasz inwestor nie wytrzymuje i 8 września sprzedaje akcje. Stracił 20 proc. na transakcji, 10 proc. całego kapitału. Już w poniedziałek 11 września staje się posiadaczem akcji Hutmenu, który właśnie po szalonym wzroście przeżywa chwilową korektę. A trudno przecież o lepszą okazję do kupna niż korekta w trendzie wzrostowym. Znów kupno za połowę posiadanej kwoty i sprzedaż, powiedzmy 19 września, po sześciu notowaniach. Po tej operacji z 20 tys. zł zostaje na rachunku już niecałe 16 tys., nie uwzględniając kosztów prowizji. Najlepsze dopiero przed naszym inwestorem - teraz (według tej samej procedury, czyli za połowę posiadanych pieniędzy, rozliczając transakcję według kursów zamknięcia) kupuje 25 września Ferrum. Zamyka pozycję 4 października i już dzień później jest udziałowcem NFI "Kwiatkowskiego". W środę, 11 października, rezygnuje także z tego pomysłu na zarobienie pieniędzy. Przelicza to, co zostało mu na koncie - 11 tys. zł. W czwartek WIG bije historyczny rekord, w piątek jeszcze raz poprawia to osiągnięcie, po czym kontynuuje trend w kolejnym tygodniu. Choć zatem nasz inwestor stracił "dopiero" niecałą połowę kapitału, ma prawo czuć się bankrutem.
Nie zawsze warto kupować