Reklama

Czy w trakcie hossy można zbankrutować?

Choć giełdowe indeksy biją rekordy, kursy siedmiu spółek spadły w ostatnim czasie przynajmniej o jedną trzecią. Czy ich akcjonariusze mogą liczyć na odrobienie strat?

Publikacja: 21.10.2006 09:12

Bankructwo nietrudno wyobrazić sobie w przypadku kontraktów terminowych na WIG20. Wystarczy popełnić dwa uchybienia: zająć zbyt dużą pozycję w odniesieniu do posiadanego kapitału i nie zakończyć w porę niekorzystnej transakcji. W takiej sytuacji można stracić wszystko nawet grając na zwyżkę na wzrostowym rynku. W przypadku akcji doprowadzić rachunek do zera nie jest tak łatwo. Ale ponieść znaczące straty, które szczególnie w trakcie hossy są ciężkie do zaakceptowania, nie jest już tak trudno.

Szybko w górę, szybko w dół

Wydaje się, że kupowanie akcji w sytuacji, kiedy giełdowe indeksy biją rekordy wszech czasów, wzrost gospodarczy przekracza 5 proc., a produkcja przemysłowa w każdym z czterech ostatnich miesięcy, za które opublikowane zostały dane (maj-sierpień) była wyższa przynajmniej o 10 proc. niż rok wcześniej, jest bezpieczne.

A teraz wyobraźmy sobie inwestora, który dysponuje 20 tys. zł. 1 września za połowę tych pieniędzy kupuje akcje Elektromontażu-Export, płacąc tyle, ile kosztowały na zamknięcie dnia. Powody takiej lokaty wydają się oczywiste - nowy prezes, szumne zapowiedzi itd., itp. Ale po czterech kolejnych spadkowych sesjach nasz inwestor nie wytrzymuje i 8 września sprzedaje akcje. Stracił 20 proc. na transakcji, 10 proc. całego kapitału. Już w poniedziałek 11 września staje się posiadaczem akcji Hutmenu, który właśnie po szalonym wzroście przeżywa chwilową korektę. A trudno przecież o lepszą okazję do kupna niż korekta w trendzie wzrostowym. Znów kupno za połowę posiadanej kwoty i sprzedaż, powiedzmy 19 września, po sześciu notowaniach. Po tej operacji z 20 tys. zł zostaje na rachunku już niecałe 16 tys., nie uwzględniając kosztów prowizji. Najlepsze dopiero przed naszym inwestorem - teraz (według tej samej procedury, czyli za połowę posiadanych pieniędzy, rozliczając transakcję według kursów zamknięcia) kupuje 25 września Ferrum. Zamyka pozycję 4 października i już dzień później jest udziałowcem NFI "Kwiatkowskiego". W środę, 11 października, rezygnuje także z tego pomysłu na zarobienie pieniędzy. Przelicza to, co zostało mu na koncie - 11 tys. zł. W czwartek WIG bije historyczny rekord, w piątek jeszcze raz poprawia to osiągnięcie, po czym kontynuuje trend w kolejnym tygodniu. Choć zatem nasz inwestor stracił "dopiero" niecałą połowę kapitału, ma prawo czuć się bankrutem.

Nie zawsze warto kupować

Reklama
Reklama

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że dokonanie kilku tak nieszczęśliwych wyborów w tak krótkim terminie nie jest możliwe. Rzeczywiście, być może w rzeczywistości nie ma ani jednego inwestora, który wykonał serię dokładnie takich posunięć. Ale spójrzmy też na to z drugiej strony - gwałtowne zwyżki przyciągają wciąż nowych graczy. Można przypuszczać, że w piątym roku hossy dużą ich część stanowią nowicjusze, podatni na sugestie z zewnątrz.

Cechą charakterystyczną uwzględnionych w tabeli spółek jest zwyżka kursu w ciągu 20 sesji poprzedzających szczyt średnio o 259 proc. Wydaje się oczywiste, że niewiele jest zdarzeń z punktu widzenia prowadzonego przez spółki biznesu, które mogą zwiększyć ich wartość tak znacznie w tak krótkim czasie. Mimo to chętnych, żeby wziąć udział w tych swoistych minicudach, z każdym dniem zwyżki kursów było coraz więcej. W najbardziej skrajnym przypadku Zachodniego NFI średni wolumen wokół szczytu był ponad 30 razy wyższy niż na przeciętnej sesji 2006 roku. Obroty akcjami uwzględnionych w analizie spółek sięgały na pojedynczych sesjach kilkudziesięciu milionów złotych i były wielokrotnie wyższe niż w przypadku niektórych firm z WIG20. Zatem inwestorów, którzy kupili papiery na szczycie euforii, może być znacznie więcej niż nam się wydaje.

Oprócz gwałtownej zwyżki notowań na sesjach poprzedzających załamanie cechą charakterystyczną opisywanych spółek była bardzo wysoka wycena, w odniesieniu do historycznych średnich. Elektromontaż-Export, dla którego średni wskaźnik C/S z całej historii notowań wynosi 0,19, na szczycie euforii notowany był z C/S 0,68. Skrajny przykład stanowi NFI "Kwiatkowski", dla którego wskaźnik C/WK skoczył do 31, gdy wcześniej średnio wynosił 1,42. Obecnie bliski jest 20. Inwestorzy uwierzyli, że od kiedy kontrolę nad funduszem przejął Roman Karkosik, majątek firm będzie rósł w postępie geometrycznym. W tej chwili aktywa netto wynoszą 70 mln zł. Źeby przy obecnej cenie akcji wskaźnik C/WK spadł do średniej historycznej, aktywa musiałyby urosnąć do 984 mln zł, natomiast gdyby C/WK miał wynosić tyle, co w przypadku MCI (6,9), powinno to być 200 mln zł.

Co dalej?

Od szczytu w trakcie euforycznego wzrostu do dna spadku (uwzględniam notowania do 18 października) notowania omawianych spółek obniżyły się przeciętnie o 40 proc. Niektóre akcje (np. Elektromontaż-Export) wciąż nie złapały równowagi. Straty pojedynczych inwestorów mogą być jeszcze większe - w obliczeniach uwzględniamy przecież ceny zamknięcia, a w dniu ustanawiania szczytu kursy maksymalne w niektórych wypadkach znacznie przewyższają kursy z fixingu kończącego notowania ciągłe. Znaleźli się przecież chętni na udziały NFI "Kwiatkowskiego" po 44,7 zł. W trakcie sesji wtorkowej notowania były niższe o połowę.

Skali spadków trudno się dziwić. Po pierwsze, zniżki były adekwatne do wcześniejszych zwyżek. Po drugie, wynikały z ekstremalnego przewartościowania akcji. Inwestorzy, którzy kupili akcje w okolicach szczytu i nie znaleźli dość determinacji, żeby zamknąć stratne pozycje, znaleźli się w niewesołym położeniu. Zastanawiają się, czy kursy akcji, które kupili w złym momencie, mają szansę odrobić straty.

Reklama
Reklama

Wiadomo, że procenty są "niesprawiedliwe" - jeśli kurs akcji spadł o 40 proc., to musi teraz wzrosnąć o 67 proc., żeby straty zostały odrobione. Na pierwszy rzut oka taka cyfra nie robi wrażenia. Przykłady spółek, które zyskały tak "niewiele" w bardzo krótkim czasie, można mnożyć. Jednak 67 proc. to dystans, który w trakcie hossy nie jest trudno pokonać, jeśli trend wzrostowy dopiero się zaczyna. Tymczasem wymienione spółki nie będą startować z neutralnego poziomu - ich akcje wciąż są drogie. Zobaczmy, czy zapoczątkowana w 2003 roku hossa dostarcza przykładów firm, których notowania szybko spadły 40 proc. od szczytu, a następnie w całości odrobiły straty. I ewentualnie, ile czasu im to zajęło.

Okazuje się, że ostatnie cztery lata dostarczają przykładów 13 spółek, które po tak znaczącym i szybkim spadku dały radę się podnieść. Trzem - Atlantisowi, Instalowi Lublin i Polnej - udało się to dwukrotnie. Trudno stwierdzić, żeby warunkiem odrobienia strat była istotna poprawa wyników finansowych. Powrót do poziomu, z którego rozpoczęła się przecena, zajmował średnio siedem miesięcy, przy czym tylko w co czwartym przypadku trwało to dłużej niż rok. Najdłużej - prawie dwa lata - straty odrabiał Atlantis, po załamaniu notowań jesienią 2003 roku. Najszybciej do formy wrócił Budopol - w grudniu 2005 roku spółce zabrało to niecały miesiąc. Ta historia nie zakończyła się jednak szczęśliwie. Po drugim tąpnięciu, w styczniu tego roku, akcje Budopolu strat już nie odrobiły. Dziś, uwzględniając przysługujące inwestorom prawo poboru do nowej emisji, notowany jest o połowę taniej niż na początku roku.

Nie wszyscy odrabiają straty

"Nie pozwól, żeby nieudana spekulacja zamieniła się w inwestycję" - brzmi jedna z zasad skutecznego inwestowania. Zachowanie kursów niektórych spółek w trakcie tej hossy wydaje się podważać prawdziwość przytoczonej reguły. Zapewne zaprzeczy jej też któraś z firm, tak mocno przecenionych w ostatnim czasie. Głównym kandydatem wydaje się NFI "Kwiatkowski", który w czwartek zyskał ponad 30 proc. Warto jednak pamiętać, że odrobienie strat w przypadku poszczególnych walorów było możliwe, ponieważ dobra koniunktura utrzymała się na szerokim rynku. Bez tego 40-proc. spadki zamieniłyby się zapewne w dotkliwe bessy. Dlatego w długim terminie opłaca się pilnować, żeby mała strata nie zamieniła się w dużą.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama