Reklama

Rekordowa liczba kontraktów na WIG20

Można tylko zgadywać, kto otworzył tyle pozycji na FW20Z6, lub słuchać plotek o zagranicznym funduszu, który wykorzystuje warszawską giełdę do spekulacji

Publikacja: 23.10.2006 10:38

Inwestorzy z zapartym tchem obserwują rosnącą liczbę otwartych pozycji (LOP). Tylko w ostatnim tygodniu na serii wygasającej w grudniu przybyło prawie 8 tys. nowych pozycji i LOP na tej jednej serii wynosi aż 64 368 szt. (FW20Z6 to kontrakt terminowy na WIG20, wygasający w trzeci piątek grudnia). Na ten temat ostatnio można było usłyszeć wiele teorii i prognoz z nim związanych, ale, niestety, wszystkie należy traktować jak spiskowe teorie dziejów. Wynika to z faktu, że ani Giełda Papierów Wartościowych, ani Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych nie publikują raportów o liczbie otwartych pozycji na rynku terminowym przez poszczególne grupy inwestorów.

W USA wszystko jawne

Taka publikacja nie byłaby polskim wymysłem, gdyż na rynku amerykańskim funkcjonuje od ponad 40 lat. Tak zwany COT ("Commitments of Traders report ") publikowany jest przez Commodity Futures Trading Commission. Z początku zaangażowanie poszczególnych inwestorów poznawano raz na miesiąc. Potem od 1992 r. dane spływają co dwa tygodnie, a od 2000 r. ogłaszane są w każdy piątek. Dla amerykańskiego inwestora publikacja tych informacji jest tak oczywista, jak dla nas wartość obrotów. Raporty pokazują nie tylko udział inwestorów instytucjonalnych (arbitraż, hedging) w porównaniu do głównie spekulujących inwestorów indywidualnych. Można też poznać, jaka jest struktura portfela poszczególnych grup - tzn. czy dominują krótkie czy długie pozycje.

Oprócz tego, że to dobry wskaźnik nastroju, to - w odniesieniu do GPW - nikogo nie trzeba przekonywać, jak wartościowa byłaby teraz informacja o roli, jaką odgrywają na naszym rynku terminowym choćby tylko arbitrażyści.

Na razie są wyłącznie pytania bez odpowiedzi. Czy to właśnie jedynie za sprawą arbitrażu mamy rekordowy LOP? Czy oznacza to ogromną liczbę długich pozycji w rękach indywidualnych inwestorów? A może to nie arbitraż nakręca wzrost LOP, a jest on tylko wynikiem otwierania ogromnej liczby długich pozycji (czytaj: dominacji optymistów) przez resztę inwestorów, co rozciąga bazę na plusy? No i najważniejsze - jeśli przyjmiemy, że arbitraż ma duży udział, to kto długie pozycje otwiera w takiej rekordowej liczbie? Fundusze wykorzystujące arbitraż niczym nie ryzykuj, kupując akcje i sprzedając kontrakty. Natomiast druga strona rynku bierze na siebie spore ryzyko.

Reklama
Reklama

Można tylko zgadywać, kto i na czym opiera ten optymizm, lub ewentualnie słuchać krążących po rynku plotek o dużym zagranicznym funduszu hedgingowym, wykorzystującym GPW do spekulacji. Jedyne, co można zrobić, gdy nie znamy kart i zamiarów tak silnego przeciwnika, to skoncentrować się na inwestycjach krótkoterminowych, naśladując ruchy wywoływane przez arbitrażystów. Jednocześnie trzeba pamiętać, że kolejnym etapem będzie rozpoczęcie dynamicznego i zupełnie nieracjonalnego ruchu (czytaj: niezwiązanego z bieżącymi informacjami), gdy najwięksi gracze postanowią zredukować część swoich pozycji na rynku terminowym.

Potrzebna pomoc zagranicy

Nie samym rynkiem terminowym GPW żyje, więc wróćmy do tego, co nas czeka w kolejnych tygodniach. Uwaga giełdowych serwisów, zarówno w Polsce, jak i w USA, koncentrować się będzie zapewne dalej na wynikach spółek i posiedzeniach banków centralnych. Moim zdaniem, będą to tylko wydarzenia medialne, a koniunktura giełdowa zależy od zupełnie innych czynników. Próbkę tego mieliśmy zarówno w USA, gdzie sezon wyników trwa już drugi tydzień i raporty poszczególnych spółek nie przekładają się tak wyraźnie na szeroki rynek, jak i w Polsce, gdzie bardzo dobre wyniki banku Millennium zostały zignorowane przez spółki z czołówki sektora. Patrząc dalej, to kurs TP SA, spółki publikującej wyniki już w tę środę (przełożony raport), bardziej zależy teraz od decyzji Urzędu Komunikacji Elektronicznej niż działań samej spółki. Z kolei reakcja na wyniki PKN i KGHM ograniczy się do emocji na jednej sesji, a potem wszyscy dalej odzwierciedlać będą zmiany na rynku surowców. Trudno też liczyć na trwalszy impuls ze strony obradujących w tym tygodniu banków centralnych, gdy rola Rady Polityki Pieniężnej jest na razie zmarginalizowana, a w przypadku komunikatu amerykańskiego Fed - z jednej strony brak będzie klarownego przesłania, a z drugiej ostatnie dwa tygodnie, które wyraźnie pokazują, że amerykańscy inwestorzy nie wiedzą dalej, czy cieszyć się z niskiej inflacji (gorsze dane o kondycji gospodarki), czy z wizji miękkiego lądowania (z wyłączeniem rynku nieruchomości).

Co więc wskaże kierunek GPW w kolejnych tygodniach? Pomijając aspekt rynku terminowego i zaangażowania tam spekulacyjnego kapitału, będą to oferty publiczne oraz akcje pracownicze PKO BP. Jeśli rodzime fundusze pozostaną osamotnione przy podaży za około 7 mld zł, to mimo wypchanych od gotówki instytucjonalnych portfeli indeksy nie unikną silniejszej korekty. Z kolei przyciągnięcie zagranicznego kapitału (drugi tydzień rynki wschodzące - emerging markets - miały dodatnie saldo przepływu środków), mimo przewartościowania wielu spółek, wymusi kontynuację wzrostów. Należy więc teraz uważnie obserwować przepływy kapitału i szaleństwo (LOP) na rynku terminowym.

Fundusze zbyt egzotyczne

Rynki wschodzące dalej nie odzyskały zaufania globalnych funduszy. Przypomnijmy, że od maja do czerwca inwestorzy wypłacili aż połowę aktywów powierzonych w zarządzanie w tym roku i zarządzający nie odzyskali ani dolara. Wciąż "brakuje" aż 17 mld USD, które popłynęły głównie na rynki rozwinięte.

Reklama
Reklama

Na GPW przekroczenie rekordów przez niemal wszystkie indeksy - z wyjątkiem WIG20 - skutecznie maskuje problem braku wsparcia zagranicy, która z reguły koncentruje się na największych spółkach. WIG20 wciąż

pozostaje pod szczytami hossy, analogicznie jak indeksy na Węgrzech, w Turcji, Czechach, Rosji, Austrii.

Czy moda na emerging markets jeszcze wróci? Raczej nie w takiej skali jak wcześniej. Szczyt hossy (popularności) wyznaczył właśnie największy gracz - Franklin Templeton Investments, który zachęcony przez klientów tworzy fundusz inwestujący w małe spółki z takich rynków, jak m. in: Estonia, Wietnam, Rumunia, Peru, Nigeria, Boliwia. Trudno o większą egzotykę, podobnie jak trudno

zawrzeć transakcje na tych mało płynnych giełdach.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama