Największa amerykańska giełda instrumentów pochodnych, Chicago Mercantile Exchange (CME), zarobiła w minionym kwartale o 34 proc. więcej niż rok wcześniej. - Najważniejszą sprawą będzie dla nas integracja z CBOT (Chicago Board of Trade) - stwierdził na konferencji z analitykami dyrektor generalny CME Craig Donohue. Giełdy terminowe w Chicago, dwie największe w USA, w zeszłym tygodniu ogłosiły, że się łączą.

CME na czysto zarobiła 103,8 mln USD, w porównaniu z 77,5 mln USD przed rokiem. Był to efekt przede wszystkim większych obrotów. Średni dzienny obrót podskoczył w minionym kwartale o 28 proc., do 5,4 mln kontraktów. Przychody chicagowskiej giełdy wzrosły w efekcie do 225,7 mln USD, o 22 proc. w porównaniu z zeszłym rokiem. - CME jest w dobrej kondycji - ocenili analitycy. Zamknięcie transakcji przejęcia CBOT przez jej odwieczną konkurentkę ma nastąpić w połowie przyszłego roku. Powstanie z tego największa giełda instrumentów pochodnych (teraz większy obrót notuje Eurex, należący do niemieckiej Deutsche Boerse). Na obu chicagowskich rynkach handluje się kontraktami na towary, takie jak zboża, mięso czy kruszce, ale też kontraktami terminowymi i opcjami na stopy procentowe, kursy walut czy giełdowe indeksy.

Właściwie żadna z giełd terminowych nie może narzekać ostatnimi czasy na koniunkturę. Jak podał niedawno w Bazylei tamtejszy Bank Rozliczeń Międzynarodowych (BIS), w II kwartale wartość kontraktów i opcji na stopy pożyczek, kursy walut i giełdowe indeksy wzrosła na świecie o 13 proc., do 484 bln dolarów.

Bloomberg