Reklama

Inwestorów przyciąga wysoka zmienność

Zmienność na rynkach terminowych jest jednym z głównych elementów przyciągających aktywnych inwestorów. Im bardziej zmienny rynek, tym większa szansa na "złapanie" kilku punktów i zarobku. Wraz ze spadkiem zmienności maleje zainteresowanie danym rynkiem, a aktywni spekulanci poszukują innych rynków, na których "coś się dzieje"

Publikacja: 26.10.2006 09:11

Wybierając kontrakt do spekulacji, warto jednak pamiętać o tym, że wysoka zmienność może być również przyczyną porażki inwestora. Szczególnie dotyczy to osób z mniej zasobnymi kapitałami. Dostosowanie instrumentu do wielkości portfela inwestora ma kapitalne znaczenie przy planowaniu strategii.

Na początku 2003 r., gdy indeks WIG20 znajdował się w okolicach 1200 pkt i od kilkunastu miesięcy na rynku niewiele się działo, dzienna zmienność kontraktów FW20 wynosiła dwadzieścia kilka punktów. Zdarzały się nawet sesje, gdy rozpiętość dziennych wahań nie przekraczała kilkunastu punktów.

Sytuacja ta frustrowała sporą część uczestników rynku. Day-traderzy nie mieli okazji do zarobku w ciągu dnia, inwestorom długo i średnioterminowym brakowało wyraźnego trendu. Maklerzy nie zarabiali na prowizjach.

Kontrakt na indeks WIG20 jest, jak na standardy światowe, kontraktem małym. Przy poziomach indeksu z 2003 r. (1200 pkt) było to zaledwie ok. 3000 euro. Dla porównania wartość mini S&P wynosiła ok. 40 000 USD, czyli była trzynastokrotnie wyższa, nie mówiąc już o kontrakcie na DAX, którego wartość wynosiła ponad 72 000 euro. Przeliczając stosunek średniej zmienności, liczonej jako wskaźnik ATR do prowizji okazywało się, że daytrader działający na WIG20 oddaje brokerowi ponad 10 proc. zmienności, podczas gdy grający na miniS&P zaledwie 4 proc. Tymczasem doświadczeni inwestorzy, tacy jak Murray Ruggiero Jr. (trader m.in. na rynku futures na S&P 500) uważają, że najlepsze systemy day-traderów są w stanie "złapać" jedynie 10-20 procent dziennego zasięgu cen.

W związku z tym, że warszawska giełda nie zdecydowała się na podniesienie wartości kontraktu na WIG20, najaktywniejsi i najbogatsi inwestorzy zdecydowali się zwiększyć swoje szanse zarobku, przenosząc się na giełdy światowe i rynek forex. Część z nich nie zdawała sobie jednak sprawy, że ich zasoby nie są wystarczające, aby uczestniczyć w globalnej spekulacji.

Reklama
Reklama

Jaki kapitał na początek

Rynek forex zyskał największe zainteresowanie przede wszystkim ze względu na niski wymagany depozyt oraz wysoką dźwignię 1: 100 a nawet 1: 400. Ci, którzy żyli złudzeniami o szybkim wzbogaceniu się właśnie dzięki takiej dźwigni, byli zachwyceni. Posiadanie 1000 USD pozwalało otworzyć pozycję na rynku euro/dolar za 100 000 dolarów. Zmiana o 0,0001 oznacza wówczas zysk lub stratę w wysokości 10 dolarów. Dzienna zmienność na tym rynku oscyluje od 2003 r. w przedziale 0,0080 - 0,0160, czyli 800 - 1600 dolarów. Oznacza to, że można teoretycznie w ciągu dnia podwoić swój kapitał. Dla większości oznaczało to jednak stratę całego kapitału w bardzo krótkim okresie.

Wśród wielu polskich inwestorów panuje przekonanie, że łatwym rynkiem do spekulacji jest indeks na największe spółki notowane na giełdzie niemieckiej - DAX. Obserwacje wykresów "na sucho" - bez dokładnych analiz - pozwalają odnaleźć silne, jednoznaczne trendy przy niezbyt głębokich korektach. Popatrzmy chociażby na ostatnią falę wzrostową, która wyniosła DAX z poziomu 5400 na 6200 pkt. Trend, jaki widać na wykresie jest niemal książkowy. Przez cały ten czas, wykres pozostawał ponad średnią z 25 notowań, teoretycznie wystarczyło utrzymać pozycję długą. Największy problem dla rodzimych graczy to jednak wartościowa dzienna zmienność tego kontraktu. Na sesjach spokojnych to 30 pkt, na mniej spokojnych grubo ponad 100 pkt czyli od 750 euro do ponad 2 500 euro. Każdy kto chce grać na długich trendach musi ustawiać swoje własne "poziomy obrony" (czyli miejsca, w których zamyka pozycję) - jako wielokrotność tej dziennej zmienności, aby nie wyrzuciły go z rynku dzienne wahania. Przy popularnym założeniu, że jest to trzykrotność zmienności mamy od 90 do 300 pkt indeksu, a wartościowo 2 250 -7 500 euro. Jeśli dodamy do tego, że depozyt zabezpieczający wynosi ponad 13 000 euro okazuje się, że trzeba dysponować przynajmniej 20 000 euro, żeby myśleć o grze jednym kontraktem na DAX. Biorąc pod uwagę, że rynek charakteryzuje się szybkimi przeskokami po kilka, a nawet kilkanaście punktów (czyli o kilkaset euro) w ciągu kilkudziesięciu sekund, staje się jasne dlaczego popularność tego "łatwego" rynku spada gwałtownie po rozpoczęciu rzeczywistych spekulacji.

Inwestorzy wracają na GPW

Przykre doświadczenia z rynków walutowych czy kontraktów na DAX, spowodowały, że najmniej zasobni kapitałowo powrócili na łono warszawskiej giełdy.

Tym bardziej, że z jednej strony urosła zmienność na WIG20, spadły prowizje na kontrakty, a z drugiej strony spadła zmienność na kontraktach na indeksy zagraniczne. Porównanie zmienności wartościowej oraz ile z tej zmienności zabiera prowizja znajduje się w tabelce 1.

Reklama
Reklama

Jak widać prowizje na kontrakt na WIG20 "zjadają" jedynie 3 proc. obecnej zmienności, a warto pamiętać, że najbardziej aktywni otrzymują jeszcze niższe stawki. Z drugiej strony, zmienność wartościowa jest nadal kilkukrotnie niższa od zmienności indeksowych kontraktów zagranicznych.

Czy w związku z tym warto interesować się zagranicznymi rynkami? Jednym z istotniejszych argumentów "za" jest możliwość dywersyfikacji portfela. I to nie tylko dywersyfikacji geograficznej, ale branżowej czy towarowej. Patrząc na rankingi najlepszych zarządzających w USA widać, że znakomita większość nie koncentruje się na jednym czy dwóch rynkach. Starają się oni wykorzystywać trendy na kilku czy kilkunastu rynkach jednocześnie. Stwarza to szansę zmniejszenia obsunięć i wygładzenia linii kapitału.

Szybki dostęp do notowań z rynków światowych oraz niskie prowizje powodują, że coraz częściej mówi się o globalnych strategiach w których najistotniejszym kryterium wyboru rynków jest odpowiednia płynność. Niestety, dla polskiego inwestora jednoczesna obecność na kilkunastu rynkach oznacza konieczność posiadania portfela o wartości przynajmniej 200 tys. USD. Wprawdzie w przypadku kontraktów na towary, wartości depozytów były trochę niższe niż dla kontraktów indeksowych, ale ostatni wzrost zmienności spowodował zatarcie tych różnic.

Inwestor rozpatrujący rozpoczęcie spekulacji na kontraktach zagranicznych powinien zastanowić się czy kapitał jakim dysponuje jest wystarczający oraz jakie cechy instrumentu są dla niego najważniejsze (zmienność, płynność, brak luk cenowych, mały zasięg korekt). Kontrakty indeksowe (np. na DAX czy S&P 500) są mniej podatne na manipulacje dużych graczy niż futures na WIG20. Kontrakty amerykańskie mają ponadto dużo mniejsze luki cenowe niż FW20. Z drugiej jednak strony, trzeba pamiętać, że na tym rynku działają najlepsi spekulanci świata i pokonanie ich na pewno nie będzie prostsze niż w przypadku rodzimego podwórka.

DM BOŚ

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama