Salonowiec - zacna gra, spopularyzowana m.in. w filmie "Rejs" - mimo swojej nazwy, nie jest popularna wśród elit. Ale sytuacja zaczyna się zmieniać, gdyż właśnie posłowie zaczęli grać w swoją wersję salonowca. Z tym że w Sejmie gra się według innych reguł - dostaje ten, kto się wystawił nawet przypadkowo. No i nie trzeba zgadywać, kto uderzył, bo sam o tym mówi na konferencjach prasowych.

Ostatnio uderzyło SLD. Panie i panowie postanowili przyblokować pracę nad ustawami podatkowymi, co może uniemożliwić ich zmianę w tym roku. Na to zaczęli lamentować posłowie PiS, którzy - najwyraźniej - nie do końca jeszcze znają reguły gry. A te są przecież proste - jak się wystawisz, to dostaniesz.

Tymczasem w sprawach podatkowych Prawo i Sprawiedliwość wystawiło się na piękny cios. Zamiast pracować nad ustawami, czekało na koalicję. Czas płynął, politycy się godzili, a opozycja czekała. Gdy pojawiła się okazja, żeby utrącić forsowane przez koalicję zmiany, to uderzyła. Cios był jednak leciutki, bo zjednoczona koalicja szybko odrzuciła pomysły SLD w komisji i wszystko wróciło do normy.

Pytanie oczywiście, kiedy nastąpi kolejne uderzenie ze strony opozycji. Mam bowiem niejasne wrażenie, że PiS jeszcze nieraz się wystawi. Ciekawe także, kiedy PiS zamiast lamentować, zacznie odpowiadać ciosem na cios. To może być zabawne, o ile reprezentanci narodu nie zaczną przesadzać z tym salonowcem. Bo jak się tak wszyscy będą tylko prać, to Sejm zacznie świecić pustkami. Nikt bowiem nie będzie w stanie usiedzieć w twardych ławach poselskich.