Prawidłowa polityka pieniężna powinna być jak walka z duchami. Bank centralny powinien się bowiem koncentrować na walce z przyszłą presją inflacyjną, która jest zazwyczaj całkiem niedostrzegalna dla przeciętnego uczestnika życia gospodarczego. Usiłując schwytać upiora nadmiernej (bądź zbyt niskiej) inflacji bankierzy centralni dokonują odpowiednich zmian stóp procentowych. W idealnej sytuacji w rezultacie zmian stóp presja inflacyjna (lub deflacyjna) w ogóle się nie ujawnia. Stabilne ceny mogą wywołać u niektórych wrażenie, że dokonywane wcześniej zmiany kosztu pieniądza były zbędne, podczas gdy w rzeczywistości bank centralny wykonał świetną robotę.
Nie należy się więc dziwić, że członkowie Rady Polityki Pieniężnej swoimi myślami zawsze wybiegają w przyszłość. Biorąc pod uwagę obecną sytuację gospodarczą Polski, obiektem poszukiwań prowadzonych przez Radę jest teraz zagrożenie w postaci trwałego wzrostu cen, niewidoczne na pierwszy rzut oka dla zwykłego konsumenta lub przedsiębiorcy. Możemy mieć nadzieję, że żaden złośliwy upiór w postaci inflacjogennego czynnika nie umknie przenikliwym bankierom centralnych. Jednocześnie trzeba mieć nadzieję, że członkowie Rady nie staną się ofiarą urojeń i nie będą walczyć z upiorem, którego być może nie ma. Nie da się bowiem nadal wykluczyć, że po przejściowym wzroście inflacji wywołanym głównie szokiem na rynku żywności, od połowy przyszłego roku inflacja zacznie ponownie się obniżać.
Co ważne, aby rozsądnie używać broni, którą ma w swoim arsenale, bank centralny musi również brać pod uwagę, że w walce z demonem inflacji jego sprzymierzeńcami są różne "dobre duchy" (w innych niż obecnie okolicznościach mogące być jednak "złośliwymi chochlikami"). Ich działanie w dużym stopniu (być może całkowicie) wyręcza bank centralny w walce z inflacją. Pierwszym czynnikiem ograniczającym przyszłą presję inflacyjną jest wzrost rynkowych stóp procentowych. Dokonał się on, ponieważ uczestnicy rynku finansowego widzą na twarzach bankierów centralnych obawę przed zmorą inflacji i w wycenie instrumentów finansowych wyceniają prawdopodobne podwyżki oficjalnych stóp procentowych w przyszłości. Paradoksalnie, im silniej te podwyżki są przez rynek wyceniane, tym mniej skłonna do ich rzeczywistego dokonania może być RPP, ponieważ efektywnie polityka pieniężna już się zaostrzyła.
Efektywne zaostrzenie krajowej polityki pieniężnej nastąpiło również w efekcie obserwowanej ostatnio aprecjacji złotego. Mocniejszy złoty to tańsze towary importowane, a zatem kaganiec, nałożony na ceny krajowych dóbr, które są ich substytutami, został mocniej zaciśnięty. Jeśli weźmiemy pod uwagę wzrost rynkowych stóp procentowych, jaki nastąpił od zakończenia cyklu obniżek stóp procentowych, oraz umocnienie złotego, to stopień restrykcyjności krajowej polityki pieniężnej widocznie się zwiększył. Działanie tych dwóch sił przynajmniej częściowo wyręcza NBP w walce z przyszłą presją inflacyjną.
W nieświadomym sojuszu z polskim bankiem centralnym wydają się działać obecnie również inne banki centralne na świecie. Podwyżki stóp procentowych dokonane w ostatnich kwartałach przez amerykański Fed oraz EBC miały na celu schłodzenie globalnej koniunktury gospodarczej i ograniczenie globalnej presji inflacyjnej w przyszłości. W wyniku tego powinno również nastąpić osłabienie procesów inflacyjnych w Polsce. Podsumowując, walka z zagrożeniem inflacyjnym w Polsce już trwa. Na razie bank centralny jest wyręczany przez działanie niewidocznych na pierwszy rzut oka sił. Nie można wykluczyć, że wyeliminuje to zupełnie konieczność korzystania przez RPP z instrumentu prowadzenia polityki pieniężnej w postaci stóp procentowych. Wystarczy dobra komunikacja i zrozumiałe dla uczestników życia gospodarczego informacje o przyczynach obserwowanego ostatnio wzrostu inflacji, a czarna robota wykona się sama. Rodząca się przyszła presja inflacyjna zostanie stłumiona przez wygaśnięcie zagranicznych źródeł inflacji, siłę złotego oraz dostosowanie rynkowych stóp procentowych.