Taki optymizm może zaskakiwać w kontekście braku szans na cięcia stóp procentowych, a także stopniowego przekładania się ochłodzenia koniunktury gospodarczej w USA na prognozy wyników przedsiębiorstw. W odniesieniu do zysków spółek z S&P 500 zostały przez ostatnie cztery tygodnie mocno obcięte. Jeszcze 22 września oczekiwano, że w ostatnich 3 miesiącach tego roku zyski wzrosną o 13,8 proc., teraz spodziewana jest poprawa o 11,3 proc. Natomiast same firmy w niewielkim stopniu przestrzegają przed pogorszeniem perspektyw. Liczba spółek, które w tym samym czasie zrewidowały prognozy w dół, jest praktycznie taka sama, jak była cztery tygodnie wcześniej. Analitycy z mniejszym optymizmem patrzą również w 2007 r. W I kwartale przyszłego roku oczekiwane jest przerwanie serii dwucyfrowego tempa wzrostu zysków. W oczach specjalistów słabiej wyglądają też perspektywy dla firm niemieckich oraz kanadyjskich. Nie zmieniają się zapatrywania na przyszłość spółek brytyjskich, japońskich oraz francuskich.

Rozpoczęta w połowie czerwca fala zwyżkowa na amerykańskim rynku trwa już 95 sesji. W tym czasie S&P 500 zyskał 13,5 proc. Jest to wyraźnie więcej niż w czasie dwóch wcześniejszych ruchów w górę, rozpoczętych 20 kwietnia 2005 r. oraz 27 października 2005 r. Nieco więcej, bo 15,2 proc., indeks zwyżkował od 12 sierpnia 2004 r., ale trwało to 143 sesje. Po 95. wzrost wynosił prawie tyle co teraz. To pokazuje nie tylko, że potencjał zwyżki jest praktycznie wyczerpany, ale również sugeruje nadmierny optymizm inwestorów. Takie wnioski wspiera występowanie wszystkich sygnałów towarzyszących kształtowaniu poprzednich maksimów hossy - S&P 500 oddalił się od 12-miesięcznej średniej kroczącej o ok. 8 proc., 12- i 3-miesięczna zmiana wyrównały poprzednie szczyty, a zmienność spadła do bardzo niskiego poziomu.

Dobrą kondycję amerykańskich parkietów można tłumaczyć tym, że zarówno w 2004, jak i 2005 r. wyraźnie odstawały od większości rozwiniętych rynków. Równocześnie zyski spółek rosły znacznie szybciej niż S&P 500, co znacznie zwiększyło atrakcyjność wskaźników wyceny. Jednak Ameryka w porównaniu z Europą czy Kanadą jest wciąż droższa. Inne światło na tempo ruchu w górę amerykańskich akcji przez ostatnie lata rzuca też porównanie z tym, jakie notowaliśmy w pierwszym okresie hossy lat 90. Otóż, notowania S&P 500 od dołka z marca 2003 r. wykazują duże podobieństwo do tego, jak giełda amerykańska zachowywała się od minimum z listopada 1990 r. Średnie odchylenie skumulowanego wzrostu liczonego od początku hossy wynosi jedynie 3,2 proc. Teraz sięga 12 proc. Tę barierę udało się pokonać jedynie w początkowej fazie hossy. Nawet więc zakładając kontynuację pomyślnej tendencji w długim okresie, widać, że w krótkim miejsca na wzrost praktycznie już nie ma.

Drastyczny spadek cen nowych domów w USA to kolejne ostrzeżenie z rynku nieruchomości, po tym jak już wcześniej nastąpiło istotne osłabienie sprzedaży domów. Sam spadek ich sprzedaży ma ograniczony wpływ na całą gospodarkę, bo sektor nieruchomości to z grubsza 14 proc. amerykańskiego PKB. Potwierdziły to dane o PKB w III kwartale. Wzrósł o 2,9 proc., co jest generalnie dobrym wynikiem, choć było to wyraźnie niższe tempo niż średnio w ostatnich 12 kwartałach, kiedy wyniosło 3,5 proc. Natomiast obniżka cen domów powinna mieć dalej idące konsekwencje. Wzrost wartości nieruchomości z punktu widzenia majątku Amerykanów ograniczył negatywny wpływ załamania giełdowego z lat 2001-2002. Przez ten czas ceny domów podniosły się prawie o jedną piątą. W latach 2004-2005 poszły w górę o kolejne 20 proc. To dawało poczucie rosnącego bogactwa i sprzyjało wydatkom konsumentów. Czy w związku ze spadkiem cen nowych domów teraz są one zagrożone? Nie, bo to raczej korzystna wiadomość. Dużo większym zagrożeniem w tym względzie byłaby obniżka cen domów na rynku wtórnym. Te jednak od połowy minionego roku pozostają stabilne. Realna jest jednak groźba, że zaczną iść w dół. Od początku publikacji cen na rynku wtórnym tylko dwa razy zdarzyło się, że były one wyższe niż na pierwotnym. Raz było to w czerwcu 2005 r., drugi właśnie we wrześniu.