Ubiegły tydzień przyniósł sytuację, gdy dwie najważniejsze dla nas instytucje trzymające pieczę nad polityką pieniężną nie są przekonane co do dalszego rozwoju wypadków. W rezultacie obie wstrzymują się od podejmowania decyzji, oczekując na kolejne dane, które mają okazać się "kluczowe". Kluczowe dla rodzimej RPP mają być dane dotyczące struktury i wielkości PKB w III kw. br. Dla FOMC zaś sytuacja na amerykańskim rynku nieruchomości i odpowiedź na pytanie, czy jego osłabienie już się zakończyło.
Rynek przeczuwał
W środę zakończyła swoje posiedzenie Rada Polityki Pieniężnej. Rynek przeczuwał, że coś się święci, bo przedłużał się czas oczekiwania na opublikowanie decyzji w sprawie stóp procentowych. Trwała dyskusja. Jak się później okazało, jej przedmiotem była najnowsza projekcja inflacji, która jest jeszcze bardziej jastrzębia od tej z lipca. Prognoza zmian inflacji zapowiada szybszy od oczekiwanego jeszcze niedawno wzrost cen, za co ma m.in. odpowiadać dynamiczniejszy wzrost gospodarczy, narastająca presja na podwyżki płac oraz efekty letniej suszy.
Projekcja ta stała się przedmiotem sporu, gdyż część członków rady uznała, że jest ona wystarczającą podstawą do podjęcia decyzji o podwyżce stóp procentowych. Wychodzili oni z założenia, że lepiej dmuchać na zimne i zapobiec wzrostowi cen niż później na niego reagować. Część ekonomistów przyznaje temu poglądowi rację, dodając od siebie, że zwykle wtedy, gdy rada reaguje na już istniejące czynniki, to zwykle przesadza w tej reakcji.
Grupa jastrzębi nie zyskała jednak większości w radzie. Przeważył pogląd, by stopy zachować na dotychczasowym poziomie, gdyż zasygnalizowane w projekcji zagrożenia mogą mieć tylko przejściowy charakter (jak choćby wspomniane konsekwencje suszy) i nie przełożą się na trwały czynnik wzrostu cen. Także skutki poprawy sytuacji na rynku pracy nie są dla wszystkich jednoznaczne. Pojawił się pogląd, że owszem płace mogą rosnąć, ale nie musi to zaraz oznaczać wzrostu cen towarów i usług na poziomie producentów. Kluczem jest wydajność pracy, która na razie kompensuje wzrost płac. Problem się pojawi, gdy jej wzrost przestanie być wystarczający i tego właśnie obawiają się jastrzębie.