Czyli być "megaministrem"? Z tego właśnie zawsze się śmiałam, mówiąc, że Polska nie jest Imperium Otomańskim i nie może mieć wezyra. Wicepremier ds. gospodarczych koordynuje kwestie gospodarcze.
Resort pracy odpowiada za szereg wydatków socjalnych. Jest też chyba lepszym miejscem na dyskusję o redukcji składek rentowych, który to pomysł Pani forsuje.
To nie jest kwestia resortu. To jest kwestia decyzji politycznych. W odniesieniu do wydatków socjalnych, a także bardzo poważnych posunięć, takich jak zmiany systemu podatkowego czy zmniejszanie klina, wymagane są decyzje polityczne. Tu nie chodzi o koordynowanie pracy ministrów. Przygotowania techniczne są akurat dość proste. Klin podatkowy można zmniejszyć, wprowadzając zmiany do ustawy, które zajmują jedną stronę. Natomiast trzeba przedtem uzgodnić, jak skompensować zmniejszone przychody z tego tytułu, a także przekonać do tego "kontrahentów". Mnie się zdawało, że już raz pracę tę wykonałam. Przecież obniżka klina została zaaprobowana przez rząd bez sprzeciwu na posiedzeniu Rady Ministrów 6 czerwca br.
Ale to przecież minister Anna Kalata stwierdziła, że Pani pomysł na redukcję klina podatkowego nie jest najszczęśliwszy.
Prezes ZUS Aleksandra Wiktorow alarmowała z kolei, że systemy informatyczne Zakładu nie są na to przygotowane. A pracodawcy narzekali, że obniżka składek nie będzie przez niDziś, kiedy wraca Pani do pomysłu z wiosny, będzie on recenzowany przez tych samych ludzi.
W sytuacji, kiedy proponuję zmiany korzystne dla absolutnie wszystkich, nie ma przesłanek do prowadzenia skomplikowanych uzgodnień. Przecież odpowiedzialność i tak spoczywa na rządzie. Natomiast brak wsparcia ze strony zainteresowanych, o którym zresztą przekonałam się dopiero, gdy odeszłam z rządu K. Marcinkiewicza, był dla mnie zdumiewający. Nawet pracodawcy powiedzieli: to takie małe, nas nie interesuje. Ja tego nie rozumiałam. Czy to jest logiczne? Proponowałam obniżkę składek o 4,65 punktu proc. podstawy wymiaru - a więc o prawie jedną szóstą. To sporo!
Niektórzy eksperci, także Bank Światowy, sugerują, że lekkie ulżenie wszystkim nie jest najskuteczniejsze. Lepiej w większym stopniu zmniejszać klin podatkowy osobom o najmniejszych dochodach.
Ale to oznacza komplikację systemu. Więc proszę mi nie mówić, że komplikacja i tak skomplikowanego systemu naliczania składek doprowadzi do odblokowania rynku pracy. To jest fałsz. Ktokolwiek forsuje działania cząstkowe, działa na rzecz tego, żeby ludzie poszukujący pracy wyjeżdżali za granicę.
Czyli jak rozumiem, wracamy do starej koncepcji redukcji klina.
Ten pomysł eksperci forsują od lat, wręcz mantrują. Po ostatniej porażce trochę przycichli, ale problem jest. I to kosztowny - ok. 12 mld zł.
Skąd więc pomysł, żeby składka chorobowa trafiała do Narodowego Funduszu Zdrowia, a nie jak teraz - do ZUS? Przeczytać możemy o tym w deklaracji koalicyjnej z października.
To jest wspólna inicjatywa ministrów zdrowia i finansów. Stwierdziliśmy, że racjonalizacja chaotycznego procesu udzielania zwolnień lekarskich ma powodzenie wtedy, kiedy lekarze wystawiający zwolnienia będą świadomi, że ich działanie obniża całą pulę wydatków na świadczenia zdrowotne. To nastąpi wówczas, kiedy składkę chorobową pobierać będzie nie ZUS, ale NFZ.
Zna pani opinię ZUS-u w tej sprawie?
?
Rada Nadzorcza ZUS obawia się, że chce Pani "wydrzeć" ZUS-owi dochodową część, jaką jest Fundusz Chorobowy. Jego nadwyżka sięga niemal 1,3 mld zł.
Ale ten fundusz nie jest samoistny, to jest część Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Jak więc można mówić o "wydarciu"? Przecież FUS jest instrumentem pomocniczym państwa. Więc nie "wydrzeć", bo to są środki publiczne, tylko przenieść. Zgodziłam się z ministrem zdrowia, że sensowne jest przeniesienie obowiązku pobierania tych środków i prawa do dysponowania nimi do Narodowego Funduszu Zdrowia. Tam powinny być zgrupowane pieniądze, jakie państwo przeznacza na przeciwdziałanie chorobom i finansowanie leczenia. Jest to propozycja.
Kiedy ta zmiana może wejść w życie?
Z początkiem 2008 r., podobnie jak przepisy zmniejszające klin podatkowy.
Rozmawiała już Pani o tym z prezes ZUS?
Jeszcze nie zdążyłam. Przez pięć tygodni od powrotu do rządu musiałam przecież dopiąć projekt ustawy budżetowej, przystąpić do aktualizacji programu konwergencji, wnieść obszerną zmianę ustawy o finansach publicznych, monitorować sejmowe prace nad rządowymi przedłożeniami podatkowymi - to przecież są moje przedłożenia - z czerwca br. Cały czas gonię uciekający czas.
Więc znowu może dojść do sytuacji, w której ZUS powie, że Pani pomysł nie jest wykonalny?
System informatyczny jest wtórny wobec systemu informacyjnego. W sytuacji, w której uzgodnienia rozpoczniemy z kilkunastomiesięcznym wyprzedzeniem, administrator systemu informatycznego ZUS nie może stwierdzać niezdolności do wprowadzenia jakiejkolwiek zmiany. To oznaczałoby, że zapłaciliśmy niebywale poważne pieniądze za produkt jednorazowego użytku.
Jaką mamy pewność, że w 2008 r. znajdą się pieniądze na obniżkę klina?
Prace nad budżetem na 2008 r. już się rozpoczęły. Wykonujemy kilkupłaszczyznowe projekcje makroekonomiczne dla lat 2007-2009. Istotnie, już teraz trzeba ocenić skalę swobody wyboru w projektowaniu ustawy budżetowej na 2008 r., ze względu na ze względu na wcale niełatwe w prognozowaniu przepływy finansowe związane z absorpcją środków unijnych, oraz ze względu na planowaną reformę podatków i składek ZUS. Obniżka klina ma kosztować ok. 12 mld zł. Poza tym starannie cyzelujemy ścieżki dojścia do wartości referencyjnych parametrów konwergencji finansowo-budżetowej.
Komisja Europejska będzie bardzo pilnie patrzyła na prace nad budżetem na 2008 r. Od kwietnia przyszłego roku możemy być przecież ukarani, bo deficyt sektora rządowego i samorządowego przekroczy 3 proc. PKB.
Nie sądzę. Nasza kondycja jest dobra, lepsza niż sądzą malkontenci.
Jak to? Niespełna przed miesiącem pokazywała Pani prognozy, że deficyt liczony według norm unijnych wyniesie 3,7 proc. PKB. Czy coś się przez ten czas zmieniło?
Tak, poprawiło się, ponieważ gospodarka jest w dobrym stanie.
Pamiętajmy, że Komisja Europejska wszczęła wobec Polski procedurę nadmiernego deficytu na podstawie naszych prognoz z 2004 r. Wszystkie z nich okazały się nadmiernie pesymistyczne. Już w 2005 r. deficyt nieuwzględniający transferów do funduszy emerytalnych (a możemy ich nie uwzględniać do końca marca 2007 r.) był niższy niż 3 proc. PKB. Niedobór na ten rok planowaliśmy pierwotnie na 3,3 proc., obecnie prognozujemy 2,1 proc.
Niedawno Pani mówiła, że to będzie 2 proc. PKB.
Tak. Mój pogląd jest właśnie taki. Deficyt z OFE poza sektorem (tak będziemy liczyć od kwietnia 2007 r.) wyniesie więc 4 proc. PKB, niewykluczone nawet, że trochę mniej. Jeśli pozytywne tendencje przeniosą się na 2007 r., to wolno przypuszczać, że - licząc już zgodnie z metodologią unijną - możemy uplasować się w okolicach 3,5 proc. PKB. To zupełnie nowa jakość. Gdyby to było poniżej 3,5 proc., to znajdziemy się poza zasięgiem krytyki! Jest to bowiem wartość bliska wartości referencyjnej i wtedy mielibyśmy prawo przystąpić do odliczania procentowych części kosztów netto reformy emerytalnej. W efekcie może się okazać, że w 2007 r. będziemy poza procedurą nadmiernego deficytu.
Może Pani powiedzieć, ile procent będziemy mogli odliczyć? Z lektury uzgodnień unijnych nie do końca jest to jasne.
Nie ma powodów, dla których to odliczenie miałoby być niższe niż 60 proc. kosztów reformy, szacowanych na 1,9 proc. PKB. Dzięki temu schodzimy z deficytem poniżej 3 proc. PKB.
Jak posłowie usłyszą, że problemy z Unią Europejską związane z nadmiernym deficytem się skończą, dopiero sobie pofolgują...
I to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego tak ostrożnie prognozujemy. Poczynając od 2005 r. kolejne rządy bardzo ostrożnie szacowały tempo wzrostu PKB, tempo wzrostu zatrudnienia i związany z tym deficyt, właśnie ze względu na specyficzne dla Polski - chociaż, powiedziałabym, klasyczne w dzisiejszej Europie - ryzyko, którego istnienia jesteśmy świadomi. Choć się nie zrealizowało, jednak musi być cały czas uwzględniane. Dlatego nie możemy zmienić naszego podejścia do prognoz. Nie mamy innych "amortyzatorów" ewentualnych napięć, jak tylko naszą własną ostrożność.
I druga sprawa - zbyt wysokie jest tempo narastania naszego długu publicznego. Co z tego, że do wartości referencyjnej dla parametru zadłużenia mamy jeszcze dystans w postaci dziesięciu punktów procentowych PKB, jeśli tempo przyrostu długu nadal przekracza tempo przyrostu PKB. Węgrzy pokonali taki dystans w dwa lata, a następnie podwoili go w kolejne dwa lata. Obecnie szacują przyszłoroczną relację długu do PKB na 70 proc.! W Polsce jest to nie do pomyślenia z powodu normy konstytucyjnej - 60 proc. Nie do pomyślenia.
Dziękuję za rozmowę
KLIN PODATKOWY to różnica między kosztami, jakie ponosi pracodawca, a pensją netto, jaką otrzymuje pracownik. OECD szacuje, że w Polsce na ZUS, NFZ i podatki firmy oddać muszą 43,6 proc. kwot przeznaczonych na wynagrodzenia.
KONWERGENCJA - Polska zobowiązała się w Brukseli, że zredukuje deficyt sektora rządowego i samorządowego do 3 proc. PKB. Niedobór ten powiększają dot