Bank centralny Słowacji zaskoczył rynek i pozostawił we wtorek główną stopę procentową bez zmian na poziomie 4,75 procent.
Piątej w tym roku podwyżki, znów o ćwierć punktu procentowego, spodziewało się ośmiu z 13 ekonomistów ankietowanych przez Bloomberga. Przemawiałaby za tym chęć walki z inflacją, która w Słowacji wynosiła w sierpniu 5,1 proc. (miesiąc później spadła do 4,6 proc.) i była najwyższa od dwudziestu miesięcy. Słowacja musi zahamować wzrost cen, żeby spełnić kryteria z Maastricht i uzyskać przepustkę do strefy euro.
Zdaniem ekonomistów, bank centralny postanowił przerwać serię podwyżek stóp ze względu na ostatni wzrost notowań korony (w ciągu roku umocniła się ona do euro o 6 proc.), a także ze względu na zapowiedzianą przez rząd obniżkę cen gazu. Przez to nieco zmalała presja na wzrost inflacji.
Ta presja wciąż jest jednak wysoka, głównie ze względu na notowane u naszych południowych sąsiadów tempo wzrostu gospodarczego. W przyszłym roku ma wynieść 7,1 proc., w porównaniu z 6,6 proc. w tym roku. Dlatego że bank będzie musiał reagować już wkrótce. Najprawdopodobniej słowackie stopy wzrosną jeszcze w tym roku i po raz kolejny na początku przyszłego. Zresztą na konieczność zacieśniania polityki pieniężnej wskazywał niedawno sam szef banku centralnego Ivan Sramko.
Trzeba zbić