Teoretycznie od wczoraj obowiązują redukcje wydobycia, w sprawie których OPEC porozumiał się przed dwoma tygodniami. Przypomnijmy, że w odpowiedzi na drastyczny spadek cen ropy naftowej, przedstawiciele państw skupionych w kartelu postanowili ograniczyć produkcję do 26,3 mln baryłek ropy dziennie, czyli o 1,3 mln baryłek. Wczoraj o redukcjach poinformowały Iran oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie - w ich wypadku cięcia wynoszą 176 tys. i 101 tys. baryłek surowca na dobę.

Ale rynek wciąż jest sceptyczny, że ograniczenia w dostawach na tak dużą skalę w ramach całego kartelu naprawdę nastąpią (po rynku chodzą pogłoski, że np. Nigeria, która też należy do OPEC, od grudnia planuje wręcz zwiększyć dostawy). Wczoraj ropa znów staniała, osiągając w Londynie, w dostawach na grudzień, cenę 58,6 USD za baryłkę. W ostatnim czasie tylko raz na zamknięciu jednej z sesji na początku października była tańsza. Przez tydzień notowania ropy spadły o 4 proc.

Spadkom na rynku ropy sprzyjają informacje o wzroście zapasów w Stanach Zjednoczonych, gdzie jej konsumpcja jest największa. Wczoraj tamtejszy Departament Energii poinformował, że zeszły tydzień przyniósł zwyżkę zapasów ropy w magazynach o 3,48 mln baryłek. Był to skok znacznie większy, niż przewidywali specjaliści. Większego zaskoczenia nie stanowił przy tym spadek zapasów benzyn oraz destylatów (oleju opałowego i napędowego), ponieważ na dobre zaczął się sezon grzewczy, a część rafinerii została poddana okresowym przeglądom technicznym.