Do grupy J&S - najbardziej znanego pośrednika, sprowadzającego do Polski rosyjską ropę naftową - przylgnęło piętno najbardziej kontrowersyjnego podmiotu działającego na naszym rynku. Do pewnego momentu można się było tym nie przejmować. W pewnej chwili promowanie się poprzez sponsorowanie turnieju tenisowego stało się niewystarczające, a zainteresowanie ze strony ABW i innych służb zbyt uciążliwe. Wtedy szefostwo firmy zaczęło się więc zastanawiać, jak odkleić kłopotliwą "łatkę". Z pewnością pomysłów jest wiele, ale ten z giełdowym debiutem może być najlepszym z nich.
Giełda to prestiż i wiarygodność. Dzięki niej można pokazać, że działa się w pełni legalnie i przejrzyście. Nic nie szkodzi, że notowana miałaby być spółka, która tylko handluje paliwem, a nie ta, która sprowadza ropę rosyjską dla największych polskich rafinerii. Już w chwili złożenia prospektu do Komisji Nadzoru Finansowego, a nawet wcześniej, można zacząć zamieszczać w prasie całokolumnowe ogłoszenia i emitować płatne ogłoszenia w telewizji.
Czy akcje J&S Energy byłyby ciekawą ofertą dla inwestorów? Na razie trudno powiedzieć. O spółce tak naprawdę niewiele wiadomo, a i jej przedstawiciele nie są zbyt wylewni w kontaktach z opinią publiczną. Branża, w jakiej działa, jest bardzo atrakcyjna i daje szansę na powodzenie ewentualnej oferty J&S Energy.
Trzeba tylko mieć nadzie-
ję, że jeśli spółka faktycznie zdecyduje się na taki krok i będzie chciała wkraczając na GPW zdobyć wiarygodność, nie uczyni tego kosztem potencjalnych inwestorów, ale będzie miała na uwadze obopólne korzyści.